Jolanta Zakrawacz, Łukasz Brudnik
Dział Instrukcyjno-Metodyczny WBP w Opolu


„Dzieci mogą lubić czytać biografie, pod warunkiem, że poda im się to w odpowiedni sposób” – rozmowa z Anną Czerwińską-Rydel


Jolanta Zakrawacz, Łukasz Brudnik: Dlaczego zdecydowała się Pani pisać książki dla dzieci?
Anna Czerwińska-Rydel: Trudne pytanie. Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze moim marzeniem było pisanie. Jako dziecko uwielbiałam też czytać książki, a literatura dla dzieci została ze mną do dziś. Co ciekawe, tamto moje dziecięce marzenie dotyczyło właśnie literatury dziecięcej – pragnęłam być autorem książek dla dzieci. Bardzo długo wydawało mi się to niemożliwe, byłam przekonana, że nie da się zostać tak po prostu autorem, ale potem spróbowałam i okazało się, że wcale to nie jest aż takie niewykonalne. I tak się zaczęło. I tak jest do dzisiaj.

J.Z, Ł.B.: W swoich książkach przybliża Pani dzieciom znane postacie historyczne. Skąd się wziął pomysł, aby pisać książki biograficzne?
A.Cz-R.: Wszystko zaczęło się od Chopina i od ustanowienia roku 2010 jego rokiem. Gdyby Fryderyk wciąż żył, w 2010 roku skończyłby dwieście lat. Z wykształcenia jestem muzykiem, pomyślałam więc, że dobrze byłoby napisać na tę okoliczność książkę o Chopinie dla dzieci, która nie byłaby podręcznikiem, encyklopedią ani suchymi faktami, tylko opowieścią o żywym, prawdziwym człowieku. Tak, aby dziecko, które sięgnie po tę książkę, mogło się zaprzyjaźnić z Fryderykiem, poznać go lepiej i może polubić? Tak się w tym moim pomyśle zatraciłam, że w efekcie napisałam dwie książeczki o Chopinie – „Jaśnie Pan Pichon. Rzecz o Fryderyku Chopinie” i „Moja babcia kocha Chopina”.
Książki o Chopinie spodobały się czytelnikom i wydawcom, a ja już miałam pomysł: „a gdyby tak napisać podobne opowieści o innych niezwykłych osobach…? Dzieci miałyby możliwość poznania biografii różnych wielkich ludzi i może by je to w jakiś sposób zainspirowało…?
Zaczęłam więc pisać kolejne opowieści: o Marii Skłodowskiej-Curie, Januszu Korczaku, Henryku Sienkiewiczu, Stefanie Banachu, Janie Czochralskim, Kornelu Makuszyńskim, Julianie Tuwimie i wielu innych.

J.Z, Ł.B.: Czy uważa Pani, że książki biograficzne dla dzieci są potrzebne i ważne dla nich?
A.Cz-R.: Myślę, że są bardzo potrzebne i ważne. To, że dziecko jest „tylko” dzieckiem, nie oznacza, że nie powinno otrzymywać oferty różnorodnej literatury, różnorodnych jej gatunków. To, że jest się dzieckiem, nie znaczy, że można czytać tylko baśnie, czy inną typową literaturę dziecięcą. Myślę, że tak jak dorośli lubią czytać biografie, tak i dzieci mogą lubić czytać biografie, pod warunkiem, że poda im się to w odpowiedni sposób, i że będą miały możliwość zasmakować w takiej literaturze. Spróbowałam i mam nadzieję, że to się sprawdza, jednak trudno mi to stwierdzić, bo do końca nie wiem, ilu mam czytelników.

J.Z, Ł.B.: Co takiego musi mieć bohater Pani książek, żeby zdecydowała się Pani o nim napisać?
A.Cz-R.: Przede wszystkim musi nie żyć [śmiech]. Tutaj się trochę śmieję, ale naprawdę taka jest moja pierwsza zasada, że nie piszę o ludziach żyjących, ponieważ uważam, że oni wciąż mają możliwość mówienia o sobie. I nie chcę wchodzić w takie historie, które jeszcze się dzieją. Natomiast osoby, które już odeszły, nie mogą same o sobie opowiedzieć, a i dzieci często ich nie znają, chociaż są postaciami nierzadko ogromnie ważnymi (także dla dzieci) jak choćby Janusz Korczak, o którym dzisiaj na spotkaniu napomknęłam (spotkanie w Walcach, 14.09.2022 r., przy. red.). I okazało się – jak zresztą zazwyczaj – że dzieci w ogóle nie kojarzą tego nazwiska! Moim zdaniem to ważne, aby o takich bohaterach pisać. Stąd też odpowiadając krótko na pytanie: postać musi już nie żyć, tj. nie może sama o sobie pisać, czy opowiadać oraz musi być sławna w sensie dokonania czegoś bardzo ważnego. Natomiast niekoniecznie musi być znana przez dzieci.

J.Z, Ł.B.: Pisze Pani o wybitnych postaciach, jednak nie wszyscy są sławni w równym stopniu. Mam tu na myśli np. Stefana Banacha, czy wspomnianego wcześniej Janusza Korczaka. Czy w ten sposób chce Pani „spopularyzować” te osoby wśród młodych czytelników?
A.Cz-R.: Tak. Uważam, że to ważne, ponieważ jeżeli nie będziemy rozpowszechniać historii takich postaci wśród młodzieży, to maleją szanse, że jako dorośli będą wiedzieć o ich istnieniu. Bo skąd? Oczywiście później młodzi ludzie, stając się dorosłymi, zaczynają interesować się różnymi dziedzinami i poznawać związanych z nimi ludzi. Natomiast jeżeli nie będziemy wcześniej im o nich opowiadać, to istnieje ryzyko zaistnienia takiej sytuacji, która kiedyś mi się przydarzyła i była to dramatyczna dla mnie chwila. Działo się w Instytucie Polskim w Bonn, gdzie byłam zaproszona na spotkanie autorskie. Przyszły na nie dzieci Polaków, którzy tam mieszkają, pracują. I okazało się, że ich dzieci nie wiedzą zupełnie nic o Julianie Tuwimie. Zgadywały, że był piosenkarzem, aktorem, sportowcem. Gdy zaczęłam deklamować fragmenty Lokomotywy, myśląc, że jakoś skojarzą wiersz z jego autorem, to zapytały czy bohater mojej książki był maszynistą! I jakiekolwiek nazwisko wymieniałam – Chopin, Skłodowska-Curie czy Kopernik – nie miały kompletnie pojęcia o żadnej z tych postaci. Więc stwierdziłam, że opowiadanie o wielkich Polakach jest naprawdę ważne. I nie chodzi o to, aby pokazywać, że Polacy są jakoś wyjątkowo najwięksi, najwspanialsi i najbardziej zasłużeni na świecie, tylko aby przybliżać osobistości, które warto znać i warto o nich wiedzieć.

J.Z, Ł.B.: Czy zdarzyło się, że w trakcie poznawania czyjejś historii stwierdziła Pani, że nie może o tej postaci napisać?
A.Cz-R.: Jeszcze się tak nie zdarzyło. Najtrudniejszym dla mnie bohaterem do opisania był jednak Artur Schopenhauer. Filozof, pesymista więc jak tu o nim napisać dla małych czytelników? Jakoś z tego wybrnęłam, bo to Gdańszczanin i chciałam o nim napisać, jako o jednym wielkich moich krajan. Oczywiście zdarza się, że ludzie mnie pytają: a po co książka o Schopenhauerze dla dzieci? Uważam, że też warto, aby młodzi ludzie widzieli, że był taki filozof, że miał takie poglądy, i że był Gdańszczaninem. Tak jak mówił Korczak: „nie można myśleć kategoriami: po co dzieci mają coś wiedzieć. Dzieci mają prawo właściwie wszystko wiedzieć. Tylko wiedza ta powinna być podana w sposób dopasowany do ich możliwości odbioru”. Tak to widzę.

J.Z, Ł.B.: Skąd czerpie Pani wiedzę o swoich bohaterach? Czy wszystkie podane informacje związane z ich życiem są prawdziwe, czy musi Pani czasem coś wymyślić?
A.Cz-R.: Wiedzę czerpię ze źródeł, a są nimi najczęściej instytucje związane z danymi postaciami, bo to najbardziej wiarygodne miejsca, czyli: muzea, instytuty, towarzystwa, które opiekują się pamięcią o danej osobie. Jeżdżę do tych miejsc, długo tam przebywam, dużo rozmawiam z pracownikami-opiekunami tych placówek. I mam wtedy poczucie, że już więcej nie mogę zrobić dla wiarygodności faktów o bohaterze. Natomiast muszę też wymyślać, ponieważ nie ma informacji i odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie stawiam, pisząc książkę. Przykład: Mikołaj Chopin, tata Fryderyka Chopina, przyjechał do Żelazowej Woli, aby zostać guwernerem u hrabiów Skarbków. Taką informację mam, ona pochodzi ze źródeł. Ale czym przyjechał? Czy dyliżansem? Prawdopodobnie tak, ale muszę zgłębić, czym wtedy podróżowano. Czy miał duży, czy mały bagaż? Też muszę to wymyślić, bo tego przecież nikt nigdzie nie napisał. Nie zostało odnotowane, czy miał kilka walizek, czy jedną i co w nich miał. Czy wziął ze sobą instrument, na którym grał (a grał na flecie). Albo jak wyglądały jego oświadczyny Justynie Krzyżanowskiej? Muszę takie sceny wymyślać na zasadzie prawdopodobieństwa. Często w książkach piszę o momencie narodzin danej postaci. Wiem, że się urodziła w danym miejscu i w określonych okolicznościach, ale ja już nie wiem niczego więcej na temat tego porodu. Nie byłam w tym miejscu, nie widziałam, nikt nic o tym nie napisał, więc muszę „doobrazić” sobie, czy np. ojciec czekał w sali obok. Jeśli to działo się dawniej, to nie było porodów rodzinnych – wszystko odbywało się w domu, więc pewnie tata stał za drzwiami. Muszę sobie te rzeczy dopowiedzieć, ponieważ tych informacji nigdzie nie znajdę.

J.Z, Ł.B.: Która z opisanych postaci jest Pani ulubioną i dlaczego?
A.Cz-R.: Myślę, że Janusz Korczak, ponieważ był on absolutnie rewolucyjny i jego idee są nadal nowatorskie np.: jeśli chodzi o podejście do dzieci, w jaki sposób on je postrzegał. Jakim widział w ogóle dziecko. Nawet dzisiaj usłyszałam w bibliotece takie zdanie skierowane do pani nauczycielki (spotkanie w Tarnowie Opolskim, 14.09.2022 przy. red.): „człowiek dziecinnieje na starość, ponieważ ma wnuki i musi zniżyć się do ich poziomu”. A Korczak mówił, że to dzieci są gdzieś wysoko, a my musimy próbować do nich dosięgnąć. Jakże inne to jest podejście! Od Korczaka ciągle się uczę i to jest moja ukochana postać spośród wszystkich bohaterów książek mojego autorstwa. To do niego ciągle wracam i to z nim nieustannie jakoś się zmierzam w różnych sytuacjach.

J.Z, Ł.B.: Czasem pisze Pani rzeczy typowo encyklopedyczne, choćby o zębach. Czy są to książki powstałe na zamówienie, czy z innego powodu?
A.Cz-R.: Na zamówienie.

J.Z, Ł.B.: Nietypową pozycją w Pani dorobku jest też książka Moc czekolady, która opowiada o losach rodziny Wedlów. Jednak odnosi się wrażenie, że jest to bardziej hołd dla samej czekolady. Czy taki był Pani zamysł?
A.Cz-R.: Tak, ja kocham czekoladę! Jest to hołd dla czekolady, ale też dla tej niesamowitej rodziny. Bo to naprawdę była niezwykła rodzina z niesamowitą historią. Dziś fabryka E.Wedel jest częścią międzynarodowego koncernu, ale stoi za nią piękna, warszawska tradycja. I chociaż Wedlowie byli Niemcami, czuli się Polakami. Jan Wedel miał możliwość podpisać volkslistę i być chronionym w czasie wojny, jednak nie zrobił tego. Jego historia jest naprawdę wspaniała. Początkowo chciałam zatytułować tę książkę Dobry jak czekolada, bo Jan Wedel taki był i tak o nim mówiono. Spotkałam się z pracownikami firmy Wedel, którzy pracowali pod jego dyrekcją i właśnie tak go wszyscy wspominali. Niestety obecna firma Wedel nie dała mi możliwości nadania takiego tytułu. Chcieli „moc czekolady” i jest Moc czekolady.

J.Z, Ł.B.: W 2012 r. za książkę Wszystko gra otrzymała Pani główną nagrodę w konkursie Bologna Ragazzi Award w kategorii Non-fiction, która jest dla wydawców książek dziecięcych tym samym, co Złota Palma lub Oskar dla filmowców. Czym była dla Pani ta nagroda?
A.Cz-R.: To było coś wspaniałego. Niesamowite wydarzenie, radość, szczęście, chluba duma i wszystko razem. Niestety nie mogłam być na wręczaniu tej nagrody – dostałam tylko ksero od wydawcy, u którego znajduje się oryginał. Z dnia na dzień bilety na samolot tak podrożały, że nie mogłam sobie pozwolić na ten wyjazd. Ale to wyróżnienie jest dla mnie czymś niezwykłym i bardzo się z niego cieszę.

J.Z, Ł.B.: Bologna Ragazzi Award to nie jedyna Pani nagroda. Jest Pani między innymi Kawalerem Orderu Uśmiechu. To równie ważne wyróżnienie?
A.Cz-R.: To jest jeszcze inna bajka, inna klasa, bo jest to nagroda, powiedziałabym, taka korczakowska. Osobiście uważam, że to Korczak wymyślił Order Uśmiechu, chociaż oczywiście nie zrobił tego bezpośrednio, ale to on pokazał, że dzieci należy traktować z szacunkiem, że one mogą podejmować własne decyzje. Mogą zatem także oceniać dorosłych, chociażby przyznając im nagrodę. I dlatego traktuję tę nagrodę jako korczakowską i bardzo się z niej cieszę.

J.Z, Ł.B.: Czy ma Pani ulubionych współpracujących ilustratorów? Czy ma Pani wpływ na ich wybór do danej pracy nad daną publikacją?
A.Cz-R.: Mam ulubionych, oczywiście. Natomiast właściwie nie mam wpływu na dobór zespołu, bo decyduje o tym wydawca. To on ma jakąś wizję co do końcowego graficzno-edytorskiego efektu publikacji, a co za tym idzie – kto ma ją zilustrować. Ale gdyby ten wybór był dla mnie zupełnie i dramatycznie nie do przyjęcia, to mogę walczyć! Natomiast jeśli są to profesjonalni, dobrzy ilustratorzy, sprawdzeni w innych książkach, i o których wiem, że robią wspaniałe dzieła, to cieszę się i czekam na wynik.

J.Z, Ł.B.: Czy udało się Pani z tymi ulubionymi, wmarzonymi ilustratorami pracować, czy też może jest ktoś, na kogo Pani czeka z kolejną swoją książką?
A.Cz-R.: Właściwie zdarzyło się szczęśliwie, że ci, których najbardziej cenię i lubię, zilustrowali moje publikacje – wielu nagradzanych, wspaniałych, utalentowanych artystów. Naprawdę nie mogę chcieć więcej.

J.Z, Ł.B.: Dziękujemy za rozmowę.
A.Cz-R.: Dziękuję bardzo.

[14.09.2022 r.]

Anna Czerwińska-Rydel - muzyk, pedagog, autorka książek dla dzieci i młodzieży o tematyce muzycznej, historycznej, społecznej, biograficznej. Pomysłodawczyni i twórczyni serii biograficznych powieści dla dzieci i młodzieży o wielkich postaciach: Jaśnie Pan Pichon. Rzecz o Fryderyku Chopinie, W poszukiwaniu światła. Opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie, Po drugiej stronie okna. Opowieść o Januszu Korczaku, Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie, Piórem czy mieczem? Opowieść o Henryku Sienkiewiczu, Gdańskiej Trylogii i in. Laureatka wielu prestiżowych nagród i wyróżnień.

                                                              

"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska