Nr 3/2017 (LXI) ISSN 2083-7321




Anna Jaworska
Biblioteka Główna Uniwersytetu Opolskiego

Opolski bibliotekarz na pięcioletnim tournée krakowskim


Kiedy podjęłam decyzję o wyjeździe z zielonego miasta Opola do artystycznego i magicznego miasta Krakowa, w głowie bibliotekarza opolskiego (czyli mnie) piętrzyły się wizje szalonego czasu w piwnicach Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego, o przepastnych archiwach Biblioteki oo. Dominikanów ze mną w roli poszukiwacza inkunabułów i starodruków nie wspominając. Zapał nie ostygł nawet po 3,5 godzinnej jeździe pociągiem z książką w ręku (nota bene poezją Tomasza Różyckiego).

Dworzec przywitał mnie, jak zwykle, specyficznym zapachem i książkami ukrytymi na peronie pierwszym w tunelu „Magda”. To był Raj. Myśl o waniliowej kawie i książce wieczorową porą na Kazimierzu (dzielnicy mającej swoich wiernych wielbicieli) rozwiała wszystkie wątpliwości dotyczące porzucenia pracy w szanowanej instytucji opolskiej na rzecz poszukiwania pracy w grodzie Kraka.

Praca miała być oczywiście ściśle związana z zawodem bibliotekarza - już nawet nie młodszego, lecz naukowego. Pierwsze kroki były trudne, ale przyjęłam je na karb doświadczenia. Naukowe biblioteki mnie nie chciały (pomimo obszernej wiedzy z dziedziny psychologii i pedagogiki oraz perfekcyjnej znajomości UKD). Nie chciały mnie nawet wtedy, gdy się zarzekałam, że będę perfekcyjnie (sic!) opracowywać zbiory i podlewać kwiaty… Jednakże znawców psychologii tam niemało, toteż trzeba było wybrać inną ścieżkę rozwoju zawodowego.

Z rozmów szeptanych na mieście dowiedziałam się, że jest w Krakowie dzielnica ciesząca się złą sławą: Nowa Huta. Ciesząca się sławą tak złą, że strach tam mieszkać, a co dopiero pracować. Nic to, pomyślałam i wsiadłam do tramwaju numer „9.” Po 40 minutach drogi byłam na tej terra ad leones. Ów zakazany teren z miejsca zauroczył mnie socrealistyczną architekturą i blokowiskami. Bloki zachwyciły mnie woalem suszącego się prania i czystością klatek schodowych (mimo że w innym mieście, ale pośród podobnych budowli, wyrosłam właśnie na bibliotekarza)…

Ukryta w takiej scenerii czekała na mnie Otwarta Biblioteka Klubu Kuźnia (www.biblioteka.kuznia.edu.pl) z wizją działań, o których nie miałam pojęcia, pracując wcześniej li tylko ze studentami i pracownikami naukowymi.

Sen zdawał się spełniać, choć doświadczenie w pracy bibliotekarza animującego społeczność lokalną miałam mizerne. Z dnia na dzień nauczyłam się posługiwać nożyczkami dziecięcymi, lepić z plasteliny odlewy bohaterów ulubionych dziecięcych książek, czytać bajki, przyjmować pisarzy, załatwiać sponsorów, polecać czytelnikom literaturę ze względu na ich preferencje (także polityczne ☺), aktualną pogodę, poziom zakochania, poziom irytacji czy mojego zauroczenia danym autorem. Nierzadko prowadziłam spotkania literackie czy biblioterapię (świetnie wykładaną na Uniwersytecie Opolskim) oraz sama dokonywałam zakupów nowości wydawniczych. Byłam (i, mam nadzieję, jestem) bibliotekarzem w każdym calu. Byłam dumna, że wykonuję taki zawód.

Solidne podwaliny dała mi szkoła – nie mogę nie wspomnieć wspaniałego Studium Animatorów Kultury i Bibliotekarzy. Nie mogę pominąć pracy w bibliotece naukowej i pomocy ludzi z naszej branży. Wszystko to spowodowało, że mogłam odnaleźć się z naszą wiedzą w każdym zakątku Polski. Nasz zawód jest piękny, potrafi otworzyć niespodziewanie takie furtki, o których nie myśleliśmy, że istnieją. Możemy być skrupulatni, obowiązkowi, kompetentni w bibliotekach naukowych, ale i kreatywni, spontaniczni, otwarci w bibliotekach miejskich czy osiedlowych. Od nas zależy, jak tą rzeczywistość wykreujemy. Nasze wykształcenie, obycie, kultura, szerokie spektrum zainteresowań otwiera przed nami, bibliotekarzami, nowe wizje, znajomości, pomysły…

Nie widzę znaczących różnic w zarządzaniu biblioteką miejską w Opolu a w Krakowie. Problemy z księgozbiorem, dobrym programem bibliotecznym, kadrą czy czytelnikiem są wszędzie takie same.

Być dla czytelnika (ofiarować mu czas, zainteresowanie, opanowanie i uśmiech), to jest dopiero wyzwanie - zarówno w bibliotece naukowej, jak i miejskiej. Nieważne czy otacza nas krakowski spleen i aura tajemnicy, czy opolska zielona kraina.