Nr 3/2017 (LXI) ISSN 2083-7321




Beata Śliwińska


800 lat Opola/Festiwal Książki w Opolu
O tym, jak opolanie 800-lecie miasta festiwalowo
(jednak) świętowali


Festiwal festiwalowi nierówny – ale w pierwszy weekend czerwca okazało się, że jednak co festiwal, to festiwal. Jeden odwołano (54 Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki), drugi jeszcze bardziej rozreklamowano (2 Festiwal Książki, który odbył się właśnie w dniach 2 - 4 czerwca). Stan rywalizacji piosenki i książki - zero : jeden (dla książki).
Na „zielonym mostku” kłódki mieszały się z karteczkami pełnymi wierszy (nie tylko zresztą na mostku), na błoniach za Wojewódzką Biblioteką Publiczną opolanie śpiewali na całe gardło piosenki Ani Dąbrowskiej, mali i duzi cierpliwie znosili wzajemne poszturchiwania łokciami (co w marketach byłoby nie do pomyślenia), szturmując stoiska wydawnictw, negocjując ceny i upychając do toreb kolejne książkowe łupy (zaniemówiłam, widząc, jak koleżanka po mistrzowsku zbiła cenę prawie o połowę! I o co ten targ? O komiks… o kocie??)


Koncert Ani Dąbrowskiej na błoniach WBP w Opolu (fot. Anna Pietrzkiewicz)

II Wielkie Opolskie Dyktando sprawiło, że po raz kolejny Filharmonia Opolska pękała w szwach pełna nie tyle melomanów, ile… Filologów (w rozumieniu „miłujących słowo”). Płci pięknej chcącej sprawdzić swoją znajomość polszczyzny było nie mniej, niż płci brzydszej, chociaż… Po godzinie okazało się, że to panowie szturmem zdobyli podium, paniom zostawiając jedynie wyróżnienie (dla najmłodszej uczestniczki dyktanda – siedmiolatki!). Piszącym je zapewne zrobiło się ciut raźniej, gdy usłyszeli, że potknięcia językowe padają też ze sceny, ze strony prowadzących (mówimy „pokrzyżować szyki”, nie „pokomplikować”; medal temu, kto potrafi pisać „drukowanymi literami”, pisze się raczej dużymi/wielkimi – drukowanie zostawmy drukarkom). Trzeba szczerze pogratulować autorce dyktanda, doktorantce Uniwersytetu Opolskiego mgr Agnieszce Wojcieszek, która ułożyła ciekawy (i najeżony ortograficznymi pułapkami) tekst nawiązujący do jubileuszu 800-lecia Opola. Zafundowała piszącym wewnątrzwojewódzkie przejażdżki (…), transkontynentalne wojaże (…), fascynujące dalekowschodnie i zachodnioeuropejskie peregrynacje. Przypomniała o urzekającym kształcie architektury miasta i wielu innych powodach do odwiedzenia osiemsetletniej aglomeracji z powodu tegoż ważkiego jubileuszu, z okazji którego przygotowano w mieście pełne krasomówczych przemów hieratyczne uroczystości i historyczne prelekcje (…) postmodernistyczne dwuaktówki, jazzowe minishow (…).
Clou wydarzeń okazała się być Fiesta Balonowa (w której uczestniczeniu autorka tekstu, po godzinnym wyczekiwaniu na brzegu Odry, zrezygnowała i powędrowała do centrum, wiedziona dźwiękami muzyki dobiegającej z Placu Jana Pawła II, w rytm której przed teatrem im. Jana Kochanowskiego podrygiwał już tłumek opolan).

Festiwal, jak już powiedziano, połączył się w tym roku z obchodami 800-lecia Opola. Na ulicach trzepotały wesoło białe chorągiewki z logo w barwach miasta. Szkoda, że nie było słychać nutek (starszych czy nowszych) polskich przebojów festiwalowych… Nowym opolskim „przebojem” może być właśnie Festiwal Książki. Choć nie przebiegał on tak zupełnie bezgłośnie (i nie mam tu na myśli szelestu kartek przewracanych na stoiskach przez wiatr czy przez czytelników). Wręcz przeciwnie – organizatorzy (czyżby wietrząc sensacyjne odwołanie festiwalu piosenki?) zadbali i o oprawę muzyczną (z jaką kojarzy się Opole). Koneksje literatury i muzyki objawiały się w szerszym wymiarze, ponieważ wśród zaproszonych pod książkowym pretekstem gości byli także… DJ Adamus, Marcin Kydryński i Marta Kosakowska, szczerzej znana jako Marika. Nie wszyscy oni śpiewali (może i szkoda?), a prezentowali swoje książki. Spotkanie autorskie z muzyką w tle miała Natalia Fiedorczuk.

Opolanie przychodzili całymi rodzinami nie tylko pomyszkować wśród książek, ale i posłuchać rozmów ze swoimi ulubionymi autorami, cierpliwie potem wyczekując w kolejkach po autografy (nie sposób ocenić, czy więcej osób oblegało rodzimych twórców: Remigiusza Mroza i Tomasza Minkiewicza „WILQ” czy jednak złotoustego Artura Andrusa, Mistrza Mowy Polskiej, który wcześniej czytał tekst dyktanda). Mamy jedną ręką delikatnie trącały swoje maluchy po paluszkach („Kasieńko, masz rączki klejące od lodów, nie wolno dotykać okładki”), drugą ręką kupując upatrzone kolorowanki („No trzymaj, ta jest dla ciebie”). Zapłakane głodomory, które wcześniej z szeroko otwartymi oczami słuchały Edyty Jungowskiej, swoim zadziornym głosem inaugurującej kolejną edycję akcji „Cała Polska czyta dzieciom”, lądowały na ramionach tatusiów, niesione na naleśnika. Tomasz Raczek, pierwszy przed dziesięciu laty gość spotkania w ramach „Fabryki Inspiracji” (projektu, którego pomysłodawcą, jak i samego Festiwalu, była drukarnia Opolgraf), hipnotyzował zebranych swoją wiedzą o filmie (choć nie tylko). Jego imiennik Tomasz Sekielski, toczący dysputy nie tylko z czytelnikami, był nie gorszy.

Przed ratuszem, tam, gdzie już w 1958 roku odbywały się główne uroczystości obchodów Dni Opola1, niespiesznie chodzili seniorzy, rozglądając się ciekawie dookoła, może wspominając tamte czasy i swoją młodość, żałując, że nie ma już kawiarni „Melba”… Maturzyści śmiali się wesoło, przysiadając na ławeczkach na ulicy Krakowskiej, tam, gdzie ponad sto lat temu był hotel „Deutsches Haus”2 i parę kroków dalej, gdzie nie tak dawno wpadali po drożdżówki do „Delikatesów”… Tą samą Krakowską rok rocznie przez kilka dziesięcioleci przechodziły pochody pierwszomajowe i powiewały sztandary, krzyczące „Chwała partii”, „Opole na zawsze polskie”, „ZPR – kierownicza siła narodu polskiego”3 – a teraz niespiesznie snuli się mieszkańcy, wciąż głośno komentując odwołanie muzycznego święta („ …i to właśnie w ósme stulecie istnienia miasta!”). Rozprawiając jeden przez drugiego, przechwalając się, kto jakie upolował książki, szli zamówić coś chłodnego („Szybko, bo o 18:00 będzie Miecugow”!) – a ponieważ nie było saturatora, który pół wieku wcześniej stał na skrzyżowaniu placu Wolności i ulicy Ozimskiej4, docierali do restauracji przy małym rondzie na placu Wolności, gdzie przed wojną był słynny sklep obuwniczy czeskiej firmy Bata (niegdyś opolanie mogli „spróbować” czeskiej mody – dzisiaj dwa zakręty dalej mogą skosztować czeskich kulinariów). Tuż obok bielił się w słońcu (jak czterdzieści siedem lat temu, w chwili odsłonięcia) pomnik „Bojownikom o Polskość Śląska Opolskiego”5, dając cień tym, którzy nie byli spragnieni ani zimnego napoju, ani strawy – lecz słów w książkach zapisanych… Ci, którym przeszkadzał zgiełk poszukiwaczy książkowych trofeów i łowców autografów, szli dalej, przez „zielony mostek”, szukając miejsca do spokojnej lektury w okolicach Radia Opole, gdzie przed laty był Wojewódzki Dom Kultury6… Inni wędrowali Mostem Piastowskim, schodząc w okolice amfiteatru, wiedzeni ciekawością, a może niedowierzaniem, że naprawdę nie ma żadnych prób, nic a nic nie słychać… Jeszcze inni szli w przeciwnym kierunku, zatrzymując się na Moście Katedralnym i podziwiając „opolską Wenecję”, roztaczającą swe wdzięki w promieniach zachodzącego sobotniego słońca… Przyjezdni wracali już na dworzec PKP, który po renowacji prezentuje się znakomicie, a którego otwarcie, dokładnie pierwszego odcinka Wrocław – Brzeg – Opole, w 1843 roku przyczyniło się do prężnego rozwoju miasta7 (może nie wszystkie, ale już nie jedna droga prowadziła wtedy do Opola).

Festiwalowi towarzyszył Wielki Test Wiedzy o Opolu, poprowadzony przez Macieja Orłosia (pisząca te słowa, od trzeciego roku życia opolanka ‘z wyboru’ [taty], jednak nie odważyła się wziąć w nim udziału). Osiem wieków istnienia Opola podkreślono również w akcji zbierania książek: „800 książek na 800-lecie Opola”.

Nie lada gratką były warsztaty pisarskie pod okiem (i piórem) mistrzów w swojej dziedzinie. „Żywy kryminał” poprowadził Bartłomiej Basiura. „Tajniki literatury popularnej” odsłaniała Krystyna Mirek. „Jak występować i zabłysnąć” uczył Maciej Orłoś, zaś Justyna Kopińska tego, jak napisać reportaż śledczy. Ciekawostka: można się było również wprawić w przygotowywaniu fit-posiłków – Weronika Madejska wyjaśniała, jak przygotować zdrowe śniadanie. Była i „Hiszpania na talerzu!” – warsztaty kulinarne dla dzieci, które poprowadziła Monika Bień-Königsman. Także do najmłodszych skierowane były warsztaty „Głowa do góry”, prowadzone przez Urszulę Palusińską.

Festiwal odbył się przy gościnności opolskich bibliotek. Wojewódzka Biblioteka Publiczna otworzyła swe trawiaste podwoje dla wielbicieli talentu Ani Dąbrowskiej, a tym samym sprawdziła wytrzymałość ogrodzenia, bo tych było wielu i nadciągali jeszcze długo po rozpoczęciu koncertu, szczelnie wypełniając błonia w piątkowy wieczór. Później było już spokojniej, chociaż w sobotę Łukasz Orbitowski, Stefan Chwin i Wojciech Chmielarz również mieli „moc przyciągania”.


Stefan Chwin w WBP w Opolu (fot. Anna Pietrzkiewicz)


Wojciech Chmielarz w WBP w Opolu (fot. Mateusz Łuczak)

Z kolei Miejska Biblioteka Publiczna przygarnęła czytelników m.in. Marty Fox, Jacka Podsiadło, Krystyny Mirek, DJ’a Adamusa czy Marcina Kydryńskiego. Najwięcej przestrzeni (i gości) było na scenie plenerowej.


Marcin Kydryński w MBP w Opolu (fot. W. Kania)

Festiwal Książki poniósł się echem do trzech opolskich powiatów: filie Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej także podejmowały ludzi pióra. I tak w Brzegu czytelnicy spotkali się z Januszem Leonem Wiśniewskim, w Kluczborku na swoich czytelników czekał z kolei Jacek Pałkiewicz, zaś Nysę odwiedziła Katarzyna Grochola. Ta ostatnia znakomicie zresztą podsumowała opolską książkową inicjatywę festiwalową: weszłam w tłum ludzi, którym chce się przyjść na jakiś festiwal, jakichś książek, spotykać się z jakimiś ludźmi, zamiast siedzieć na trawie i pić piwo. I za to kocham Opole!8 (Dziękujemy za uznanie ☺ Chociaż trzeba zaznaczyć, Pani Katarzyno, że Opole „browarnictwem stoi”, a przynajmniej stało – wszak pierwsza wzmianka o browarze pochodzi z roku 1353 [a] warzenie piwa, dla którego istniał rynek zbytu zarówno w samym mieście, jak i okolicznych wsiach, odgrywało wielką rolę w życiu gospodarczym Opola9. Browarnictwo rozkwitało w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to w Opolu rywalizowali ze sobą dwaj potentaci: Julius Pringsheim i Siegfried Friedlaender… Od kilku lat mamy w Opolu Festiwal Piwa, Wina & Sera… ale o tym szerzej kiedy indziej).

Spóźnialscy dziwili się, że tuż przed zachodem słońca w niedzielę wystawcy składali swoje kramy (a w tym roku festiwal i tak trwał dzień dłużej – bo trzy, zamiast zeszłorocznych dwóch). Cóż, może będą mieli więcej szczęścia za rok, podczas 3 Festiwalu Książki (który się odbędzie, miejmy nadzieję).

W podsumowaniu, jak w dyktandzie: wszędzie dobrze, ale w Opolu najlepiej!
I, jak zawsze, festiwalowo.


[1] Opole: miasto z różnych perspektyw, tekst: Urszula Zajączkowska; opracowanie merytoryczne: Bogna Szafraniec, Urszula Zajączkowska, Opole 2017, s. 27.
[2] Tamże, s. 59.
[3] Tamże, s. 67.
[4] Tamże, s. 70.
[5] Tamże, s. 74.
[6] Tamże, s. 80.
[7] Województwo opolskie: od rzemiosła do przemysłu = Opole region: from handicraft to industry, red. tekstów Magdalena Ciotuszyńska, Karol Staniszewski; tłum. Magdalena Ciotuszyńska, Izabela Tyburska, Bydgoszcz 2007, s. 163.
[8] Gwiazdy sceny literackiej zjadą na Festiwal Książki w Opolu, [brak inf. o aut.], „Nowa Trybuna Opolska” 2.06.2017, s. 2.
[9] Województwo opolskie: od rzemiosła do przemysłu…, dz. cyt., s. 145.

   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska