Nr 2/2018 (LXII) ISSN 2083-7321




Aleksandra Okulus
Dział Udostępniania Zbiorów WBP w Opolu

Prasoteka. Subiektywny przegląd czasopism
Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Opolu


Wiosna w Dolinie Muminków… Po lekturze tekstu Olgi Tokarczuk pt. „Literatura dziecięca w pracy wychowawcy. Muminki – droga do dojrzałości” w dziesiątym numerze „Problemów Opiekuńczo-Wychowawczych” z 1993 roku1


„Ciemnego pokoju nie trzeba się bać”
E. Szelburg-Zarembina 2


Dolinę Muminków – niby ciepłą jak plusz, niby miękką jak ptasi puch – spowija gęsta ciemność. Mylili się wielce krytycy Muminkowej „utopii”, gdy zarzucali jej mdłą idylliczność, gnuśny, choć zarazem „uwodzicielski” konserwatyzm, jałową i mocno naznaczoną eskapizmem mieszczańskość3. Ta fikcyjna kraina jest bowiem miejscem, w którym poważne egzystencjalne problemy i tragiczne zawirowania losu wydają się ściśle określać warunki życiowe mieszkańców, niewolnych tym samym od trosk, zmartwień i niepokoju.

Artykuł Olgi Tokarczuk pt. Literatura dziecięca w pracy wychowawcy. Muminki – droga do dojrzałości, zamieszczony w dziesiątym numerze „Problemów Opiekuńczo-Wychowawczych” z 1993 roku, jest ciekawą analizą arcydzieła Tove Jansson, dokonaną z perspektywy kluczowych zagadnień psychologii rozwojowej dziecka. W przenikliwej interpretacji polskiej pisarki i psycholożki wybrani bohaterowie opowieści symbolizują różne, często dramatyczne wydarzenia, które, jeśli należycie przez dziecko przyswojone, dają mu wgląd w prawdziwą naturę życia. I tak na przykład historia płochliwego zwierzątka, któremu Włóczykij nadaje imię „Ti-ti-uu”, odpowiada „wyodrębnianiu się świadomości 2-3 letniego dziecka […] z pierwotnego psychicznego uzależnienia od matki”4. Losy zahukanej przez oschłą i despotyczną ciotkę niewidzialnej dziewczynki Nini, która dopiero w domu Muminków „odzyskuje kontury”, są metaforą „strachu przed wyrażeniem siebie, paraliżującego lęku przed oceną”, blokujących emocjonalny rozwój5. Żarliwy kontestator Włóczykij oddaje typową dla wieku nastoletniego potrzebę autonomii, a roztargniona „Wiewiórka z pięknym ogonem”, która zamarzła na widok okrutnej Lodowej Pani, przypomina o nieuchronności śmierci6.

Nie trzeba wcale psychologicznego warsztatu ani specjalistycznej wiedzy, by zauważyć, że poczynione przez Olgę Tokarczuk obserwacje mają szerszy, ogólnoludzki, by tak rzec, wymiar i znacznie wykraczają poza kwestie rozwoju dziecięcej psychiki czy problemy okresu dojrzewania. Autorka Ksiąg Jakubowych stwierdza zwięźle, że „w Muminkach zawiera się cały świat”7, a my domyślamy się, że jest to świat także i „dorosłych” dramatów, skoro do galerii omawianych postaci dołączyli Paszczak i Filifionka - „dojrzali” bohaterowie Muminkowej epopei, a zarazem ofiary męczących natręctw, kompulsywnych urojeń i prześladowczych manii, które mają swe podłoże w nerwicowym lęku przed tragiczną nieobliczalnością życia8:

„Ten spokój jest nienaturalny. Oznacza, że stanie się coś okropnego. Wierz mi kochana, jesteśmy bardzo małe i nic nie znaczymy razem z naszymi ciasteczkami do herbaty i naszymi chodnikami, i wszystkim tym, co jest ważne, pani wie, okropnie ważne, lecz zawsze zagrożone przez to nieubłagane... […] Tak, tak, przez to nieubłagane – mówiła Filifionka szybko – To, czego nie można uprosić, z czym nie można dyskutować, czego nie można zrozumieć i o czym się nic nie wie. To, co się czai w ciemnym pokoju i przychodzi skądś z dala i czego nigdy nie widać, aż już jest za późno.” 9

Nad Muminkową Arkadią raz po raz rozlega się przeszywające zawodzenie Buki – „zdefiniowanej” przez Tokarczuk jako „ciemna strona życia” oraz „uosobienie psychozy”10. Ta siejąca niepokój olbrzymka, pod stopami której zamarza ziemia, ucieleśnia również zasadę strachu, pojawiając się wszędzie tam, gdzie wydarza się albo może się wydarzyć jakaś „katastrofa” – by użyć ulubionego określenia neurotycznej Filifionki. Doświadczenie tego paraliżującego strachu jest chyba jednym z głównych tematów Janssonowskiej opowieści, której genealogia jest zresztą dość ponura. Zaświadcza o tym dobitnie odautorski wstęp do inaugurującego cykl opowiadania pt. Małe trolle i duża powódź:

„Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości jest całkowicie niepotrzebna.

Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od «Był sobie kiedyś». Dalszy ciąg musiał być oczywiście bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam Muminkiem.” 11

Opowiadania o Muminkach wzięły się ze strachu ich autorki, do czego przyznaje się sama w eseju pt. Bezpieczeństwo i strach w książkach dla dzieci12. Z przywołanego tekstu jasno wynika, że siłami kryjącymi się za pisaniem literatury dziecięcej są nie tylko tęsknota za rajskim dzieciństwem, ale może przede wszystkim ogromna potrzeba przezwyciężenia - generujących taką nostalgię - neurotycznych lęków, chęć rozładowania psychicznego napięcia oraz nadmiaru druzgocących uczuć. Jak wyjaśnia Boel Westin:

„«Odreagowywać» jest wyrażeniem, do którego Tove bez przerwy powraca, kiedy mowa o kreatywnych przesłankach. Pisanie czy malarstwo jako część oczyszczania, proces katharsis w psychoanalitycznym (freudowskim) znaczeniu, aby uwolnić się poprzez mowę, pismo, obraz. Oczyszczająca moc dzieła, oczyszczająca moc wściekłości, oczyszczająca moc działania. Na wyspie może „odreagować” – pisze często w listach – kiedy rąbie drwa, taszczy kamienie, wykonuje ciężkie prace fizyczne. […] Można pisać, bo ma się ochotę („nie mogę się powstrzymać”) i jeśli nie robi się tego, by bawić czy wychowywać małych czytelników, należy przyjąć, że autor pisze dla własnej dziecinności. […] Punkt wyjścia dla pisarstwa stanowią popędy i potrzeby autora, zatem nie dziecko jako czytelnik.” 13

Wspomniana przez malarkę we wstępie do Muminkowej epopei „gniewna figurka” odsyła wprost do jej ciemnych źródeł, do pojawiającego się na rysunkach artystki już w mrocznych latach trzydziestych Czarnego Muminka, który niczym pokucie lub inne bóstwa z wierzeń ludowych jest „złowieszczą postacią kojarzoną ze snami, zagubieniem, pustką”14. Istotny jest tu jednak sam (witalistyczny) motyw gniewu, albowiem w opowieści, jak to pięknie wychwyciła Westin, kataklizmy zdają się uruchamiać „pierwotny instynkt - chęć życia”:

„I to jest również przesłaniem opowiadania, które traktuje o wyzwaniu dla wielkich mocy małego człowieka, siły życia oraz zdolności przetrwania. […] Dolina przesiąknięta jest zapałem do życia, w którym mieści się melancholia, niepokój i tęsknota.” 15

A zatem nie eskapizm, lecz odważna („gniewna”) konfrontacja z lękiem oraz jego przezwyciężenie. Zupełnie tak, jak wtedy, gdy Filifionka, podekscytowana nadejściem tornada, zatraca się w ekstatycznym tańcu na plaży albo wówczas, gdy Muminek rzuca śnieżycy buńczuczne wyzwanie:

„ - Jestem po prostu wiatrem, jestem częścią zawiei - pomyślał Muminek, uspokajając się – To prawie tak jak latem. Bić się z falami i zawracać, pozwalać im nieść się w głąb morza, płynąć niby korek, kiedy masa małych tęcz mieni się w pianie, i z uczuciem lekkiego przestrachu, ale śmiejąc się, lądować na piaszczystym brzegu.

- Strasz mnie, ile tylko chcesz – myślał zachwycony – Teraz poznałem się na tobie. Nie jesteś gorsza niż wszystko inne, byleby cię poznać. Teraz już mnie nie oszukasz.” 16

Mechanizm odreagowywania lęku najpełniej jednak został pokazany w opowieści o niewidzialnej dziewczynce Nini, którą za Philipem Zimbardo moglibyśmy określić jako osobę ‘’skrajnie nieśmiałą”, bojaźliwą, sparaliżowaną przez strach17. Z powodu metod wychowawczych okrutnej ciotki, polegających między innymi na bezwzględnym egzekwowaniu posłuszeństwa, dziecko zaczęło po prostu znikać. Nini jest zawsze grzeczna, taktowna i uległa, choć zaznaczyć trzeba, że jej nienaganne maniery sprawiają wrażenie sztucznych i wymuszonych. Bohaterka jest jedną z „niewidzialnych”, tj. niepozornych, cichych i trwożliwych stworzeń („drobiazgu”, „maciupków”, „drobinek”), wiecznie schowanych w swych sekretnych, zimowych kryjówkach. Jak powiedziała jedna z bohaterek opowieści, Too-tiki, „niewidzialni” to wszystko to, „co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje zwierząt nocnych i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy…”18

Ciekawą koncepcję „skrajnej nieśmiałości” wspomniany już Zimbardo wywiódł brawurowo z rozpoznań, sformułowanych po przeprowadzeniu „Stanfordzkiego eksperymentu więziennego” w 1971 roku19. W zamienionych na więzienne cele piwnicach Uniwersytetu Stanforda wybitny psycholog badał nie tylko sytuacyjne uwarunkowania zła, lecz także - w znaczniej mierze owo zło powodujące – patologie, jakie mogą wynikać z bezkrytycznego posłuszeństwa wobec autorytetów. W przypadku słynnego doświadczenia były to zbyt sztywne, wręcz nieludzkie i prowadzące do nadużyć trzymanie się przez „strażników” reguł instytucji oraz bezradna uległość „więźniów” wobec tych, którzy sprawują nad nimi „kontrolę”. Planowany na dwa tygodnie eksperyment trzeba było zakończyć już po sześciu dniach, ze względu na sadyzm i okrucieństwo, jakich dopuszczali się wobec zastraszonych i biernych „więźniów” „strażnicy” (będący w rzeczywistości „normalnymi” studentami, typowymi amerykańskimi chłopakami z sąsiedztwa)20. Jak tłumaczył badacz:

„Strażnicy sprawują kontrolę poprzez tworzenie i podtrzymywanie reguł instytucji, reguł, które zazwyczaj ograniczają swobodę działania. Reguły określają to, czego nie wolno robić, choć może miałoby się ochotę oraz to, co trzeba robić, choć nie ma się na to ochoty. Więźniowie mogą reagować na ten przymus albo buntem, albo posłuszeństwem. Nieposłuszeństwo powoduje karę – dlatego większość więźniów poddaje się i robi to, czego oczekuje od nich strażnik.”

W trakcie jednego z późniejszych seminariów Zimbardo zuniwersalizował relację „więzień – strażnik”, odnajdując jej charakterystyczne rysy w (już nie tak ekstremalnym) obszarze codziennego życia, w związkach mężów i żon, rodziców i dzieci, lekarzy i pacjentów itp. Okazało się przy tym, że osoba skrajnie nieśmiała to taka, która – zupełnie tak jak Nini - uwewnętrzniła w swojej psychice te dwa typy mentalności:

„Istnieją nieśmiałe osoby, które mają zarówno pragnienie zrobienia czegoś, jak i wiedzę o tym, jak to zrobić, ale coś je powstrzymuje od działania. […] Taka osoba idzie na zabawę, zna kroki taneczne, ale coś nie pozwala jej ani poprosić kogoś do tańca, ani przyjąć zaproszenia. Podobnie zdarza się w klasie – są uczniowie, którzy znają odpowiedź na pytanie i chcą zrobić dobre wrażenie na nauczycielu, ale coś nie pozwala im podnieść ręki i tłumi im głos. Ich działanie hamowane jest przez wewnętrzne rozkazy ze strony Ja-strażnika: «Będziesz wyglądał śmiesznie, ludzie będą się z ciebie śmiać; to nie jest miejsce na robienie takich rzeczy, nie wolno Ci pozwolić sobie na bycie spontanicznym; nie podnoś ręki, nie zgłaszaj się na ochotnika, nie tańcz, nie śpiewaj, nie rzucaj się w oczy; będziesz bezpieczny tylko wtedy, kiedy nie będzie cię widać ani słychać». I wewnętrzny więzień decyduje się nie podejmować ryzyka korzystania z niebezpiecznej wolności, jaką niesie ze sobą spontaniczność. Potulnie podporządkowuje się.” 21

Borwin Bandelow stwierdził, że u osoby nieśmiałej „nazbyt czujny” pozostaje tzw. „inteligentny system lękowy”, który niczym Freudowskie „superego” kształtowany jest „przez rodziców oraz wszystkich ludzi, którzy nas wychowują, a także sumę wyobrażeń o moralności, wykształconych przez nas samych bądź takich, które każdy z nas sobie narzuca.”22 Jeśli instancja ta przestaje realizować swoją „normalną fizjologiczną funkcję ostrzegawczą” (przeciwwaga dla reakcji biorących się z afektu, przewidywanie możliwych zagrożeń), staje się czymś w rodzaju Zimbardowskiego „wewnętrznego strażnika”, potęgując tylko – często absurdalny - strach23.

Znamienne, że zniewolonej przez lęki osobie „ciche więzienie nieśmiałości”24 wydaje się nierzadko czymś znacznie lepszym, bardziej bezpiecznym i wygodnym niż chimeryczne i nieobliczalne „struktury" wolności, która wiąże się nieodzownie z koniecznością podejmowania trudnych decyzji, z odpowiedzialnością za swoje wybory i czyny, z ryzykiem porażki i straty25. Podkreślmy, że to właśnie nad brzegiem morza, które w Muminkowych historiach jest symbolem nieograniczonej swobody, niewidzialna dziewczynka doświadcza paraliżującego ataku paniki26. Jednakże oferowane przez „tyranię powinności”27 poczucie bezpieczeństwa okazuje się iluzoryczne. Świetnie widać to na przykładzie strażnika Paszczaka i pedantki Filifionki, których (celnie wypunktowane przez Tokarczuk) neurotyczne rytuały wcale nie przynoszą upragnionego spokoju i nie chronią przed chaosem życia. Bo jak skwitował Wojciech Eichelberger, „im więcej murów i zabezpieczeń, tym jeszcze bardziej się boimy.”28

Co gorsza, rezygnacji z jakiejkolwiek siły sprawczej towarzyszy również wyzbycie się własnej indywidualności. Jedna z nieśmiałych bohaterek książki Bandelowa wyznała zresztą wprost, że najchętniej stałaby się tak szara, jak ściana za nią29. Postawie tej odpowiada niewidzialność Nini, anonimowość „więźniów” w piwnicy Uniwersytetu Stanforda, którzy szybko utożsamili się ze swoimi „numerami identyfikacyjnymi”, nijakość wtopionych w bezkształtną masę, „niemądrych” Hatifnatów, które nic nie mówią, nic nie czują, tylko ślepo podporządkowują się imperatywowi daremnej gonitwy za wciąż uciekającym horyzontem30.

Niewidzialne dziecko odzyskuje swoje autentyczne „ja” dopiero dzięki uzdrowicielskim właściwościom odwagi i gniewu. Sprowokowana przez złośliwe docinki małej Mi, dziewczynka rzuca się na Tatusia Muminka i gryzie go w ogon, gdy ten zamierza dla żartu wrzucić swą małżonkę do morza. Polegająca na „odreagowywaniu” terapia ma więc gwałtowny przebieg i boli niczym uderzenie pioruna. Podkreślmy przy tym koniecznie, że w Muminkowych opowieściach elektryczność jest symbolem życiowej energii31, z której czerpią poczucie mocy również inni bohaterowie: Nummulit i utożsamiający się z nim nieśmiały Homek Toft („wywołujący grzmoty i ciskający piorunami”)32, Hatifnatowie, wreszcie „niewidzialni”, kiedy odprawiają tajemnicze obrzędy wokół zimowego ogniska. „Instruktorami” tej osobliwej, „szokowej” terapii są krnąbrna, obdarzona silną osobowością, nieco nawet Nietzscheańska Mi, Włóczykij, który z pomocą Hatifnatów (sic!) niszczy stworzone przez Dozorcę Paszczaka „park-więzienie” oraz tabliczki z zakazami, wreszcie Too-tiki, tajemnicza westalka zimowego świata „niewidzialnych” i depozytariuszka stoickiej mądrości…

Gdy więc nadchodzi wiosna, w Dolinie Muminków - zamiast strasznego wycia Buki - usłyszeć już tylko można piękne melodie Włóczykija, które ten pochwytuje z ciepłego, pachnącego kwiatami powietrza. Jest to wiosna, którą Muminek, pokonawszy zimowe lęki, określa jako „dalszy ciąg wszystkiego, co przeżył, przezwyciężył i co sobie przyswoił”33 i o której Włóczykij śpiewa sobie tak:

Wczesną wiosną przez las sobie idę,
Wiosną wyczekaną, porą wytęsknioną,
Ziemia pełna śladów, niebo pełne skrzydeł,
Zostawione przez faunę wreszcie obudzoną.
Jak zawsze ulubiony kapelusz na głowie mam,
Gram przez dzionek cały i w nocy też gram,
Niczego dla siebie nie pragnę, wolności trzeba mi,
By pieśni nowych szukać i własnej melodii.” 34

Materiał fotograficzny został zamieszczony za zgodą redakcji „Problemów Opiekuńczo-Wychowawczych”.


[1] „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze” – prestiżowe czasopismo naukowe, poruszające szerokie spektrum tematów związanych z opieką, wychowaniem oraz funkcjonowaniem dzieci i młodzieży w rozmaitych sytuacyjnych kontekstach. Pismo współtworzą uznani specjaliści; między innymi pracownicy naukowi kierunków pedagogicznych, psychologicznych, socjologicznych, nauczyciele, psycholodzy, pracownicy fundacji oraz placówek opiekuńczo-wychowawczych, szczodrze dzielący się z czytelnikami swym imponującym doświadczeniem. Dzięki temu artykuły, które pojawiają się na łamach pisma nigdy nie są „suchym”, „akademickim”, „oderwanym od rzeczywistości” teoretyzowaniem, lecz stanowią nieocenioną pomoc dla wszystkich osób zmagających się z trudami wychowania dzieci i młodzieży. Tytuł ukazuje się od 1961 roku. Jego wydawcą (od 2017 roku) jest Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, a redaktorem naczelnym – prof. Józefa Bałachowicz.
[2] E. Szelburg-Zarembina, Ciemnego pokoju nie trzeba się bać, [w:] Dzieła. Baśnie, wiersze, poematy, Lublin 1972, s. 17
[3] Karl-Erik Lagerlöf stwierdził, że Muminkowa wizja świata to taka, w której „mamy powinny siedzieć w domu z dziećmi, zawsze w domu. Tatusiowie mają oddawać się swemu zamiłowaniu do przygody”. I zaraz dodał: „Okaż troskę bliźniemu, a zbawisz świat. Bóg jest przyjacielem głupców, a wszystko jest zdecydowanie w najlepszych rękach”. Z kolei Christopher Dahl pisał o „strasznej Mamie Muminka, reprezentującej iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i groźnej przynajmniej tak jak Buka”. Wypowiedzi krytyków przytaczamy za: B. Westin, Tove Jansson. Mama Muminków, przeł. B. Ratajczak, Warszawa 2012, s. 352 – 353.
[4] O. Tokarczuk, Literatura dziecięca w pracy wychowawcy. Muminki – droga do dojrzałości, [w:] „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze” 1993/ nr 3, s. 445.
[5] J.w.
[6] O. Tokarczuk, dz. cyt., s. 446 i 447.
[7] O. Tokarczuk, dz. cyt., s. 444.
[8] Hanna Dymel-Trzebiatowska zauważyła, że w Muminkowej serii dość wydatnie zaznaczają się „znamiona dwuadresowości”, tj. obecność „ukrytego dorosłego czytelnika” oraz treści przeznaczone specjalnie dla niego. Zob. H. Dymel-Trzebiatowska, Dla dzieci czy dla dorosłych? O dwuadresowości w literaturze dziecięcej na przykładzie książek o Muminkach Tove Jansson, [w:] Książki w życiu najmłodszych, red. M. Antczak, A. Walczak-Niewiadomska, Łódź 2015 .
[9] T. Jansson, O Filifionce, która wierzyła w katastrofy, [w:] Tegoż, Opowiadania z Doliny Muminków, przeł. I. Szuch-Wyszomirska, [w:] Tegoż, Muminki. Księga druga, Warszawa 2012, s. 164.
[10] O. Tokarczuk, dz. cyt., s. 448.
[11] T. Jansson, Małe trolle i duża powódź, przeł. T. Chłapowska, [w:] Tegoż, Muminki. Księga pierwsza, Warszawa 2012. Odniesień do kataklizmu II wojny światowej jest w opowiadaniach Jansson całkiem sporo. Zaliczyć do nich można omówiony przez Dymel-Trzebiatowską, we wspomnianym artykule Spenglerowski fatalizm Piżmowca, a także sam motyw katastrofy, która rozdziela szczęśliwą rodzinę (wielka powódź, kometa), wątki ucieczki przed zagrożeniem, bezdomności, a także dziwnych wędrówek (niejednoznacznych) Hatifnatów, których ciągnące się całymi milami sznury raz kojarzą się z wojennymi uciekinierami, innym razem z pochodem wielotysięcznych armii (w kontekście drugiej interpretacji demonicznego charakteru nabierają „elektryczne” ekscesy tych stworzeń, kiedy gromadzą się tłumnie wokół barometru w czasie szalejącej burzy).
[12] T. Jansson, Bezpieczeństwo i strach w książkach dla dzieci, przeł. T. Chłapowska, „Literatura na Świecie” 1978 / nr 6.
[13] B. Westin, dz. cyt., s. 318.
[14] B. Westin, dz. cyt., s. 153.
[15] B. Westin, dz. cyt., s. 177, 189. O heroizmie Muminków pięknie pisała też Anna Kamieńska: „Życie w ogóle wymaga heroizmu. Jedni czują się w nim zagubieni i samotni. Inni tęsknią do samotności i ciszy. Jedni są przestraszeni i nieśmiali do tego stopnia, że stają się niewidzialni. Innych zaś, tak jak samego Muminka, dręczy zawsze niesyte miłości serce. Jedni przesypiają spokojnie zimę. Inni zaś niewiadomo dlaczego budzą się w środku zimy, aby poznać lęk samotności i tajemnicze istoty wychodzące na śnieg, aby zobaczyć samą budzącą grozę tajemniczą Bukę, której dotknięcie jest śmiertelne. Jedni beztrosko przeskakują z gałęzi na gałąź, z chwili na chwilę, zapominając od razu wszystko. Inni widzą po raz pierwszy śmierć, cierpią i zadają pytania.”. Zob. A. Kamieńska, Traktat o historii Muminków, [w:] „Twórczość” 1971/ nr 8, s. 87.
[16] T. Jansson, Zima Muminków, przeł. I. Szuch-Wyszomirska, [w:] Tegoż, Muminki. Księga pierwsza, Warszawa 2012, s. 452.
[17] Zob. T. Jansson, Opowiadanie o niewidzialnym dziecku, [w:] Tegoż, Opowiadania z Doliny Muminków…, P. Zimbardo, Nieśmiałość, przeł. A. Sikorzyńska, Warszawa 2007, s. 11.
[18] T. Jansson, Zima…, s. 408.
[19] Zob. P. Zimbardo, Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, przeł. A. Cybulko, J. Kowalczewska, J. Radzicki, M. Zieliński, Warszawa 2008.
[20] P. Zimbardo, Nieśmiałość…, s. 11.
[21] P. Zimbardo, Nieśmiałość…, s. 11.
[22] B. Bandelow, Nieśmiałość. Czym jest i jak ją pokonać, przeł. M. L. Kalinowski, Sopot 2011, s. 49. W mózgu człowieka znajduje się również prymitywny układ lękowy, odpowiadający za instynktowne reakcje i proste czynności, które ostrzegają nas przed niebezpieczeństwem, inicjując walkę albo ucieczkę. Zob. B. Bandelow, dz. cyt., s. 47.
[23] B. Bandelow, dz. cyt., 50.
[24] P. Zimbardo, Efekt Lucyfera…, s. 262.
[25] Zimbardo pisze tu o „wygodnym parasolu ochronnym”, jakim może stać się czasami strategia nieśmiałości. Zob. P. Zimbardo, Nieśmiałość…, s. 142.
[26] W Muminkowych historiach pełno jest opisów „zmiennych i kapryśnych” „struktur” wolności, zobrazowanych jako ziejące grozą czeluści, tajemniczo wijące się ścieżki, które wiodą donikąd, niedostępne, strzeliste góry, gęste i ciemne od splątanych gałęzi lasy itd.
[27] K. Horney, Nerwica a rozwój człowieka. Trudna droga do samorealizacji, przeł. Z. Doroszowa, Poznań 1997, s. 73.
[28] Zaufać życiu. Z Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Beata Pawłowicz, „Zwierciadło” 2018/ nr 3, s. 84.
[29] B. Bandelow, dz. cyt., s. 11.
[30] Zob. T. Jansson, Małe trolle i duża powódź…
[31] B. Westin, dz. cyt., s. 392.
[32] T. Jansson, Dolina Muminków w listopadzie, przeł. T. Chłapowska, [w:] Tegoż, Muminki. Księga druga…, s. 467.
[33] T. Jansson, Zima Muminków…, s. 463.
[34] Cyt. za: B. Westin, dz. cyt., s. 471.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska