Nr 3/2018 (LXII) ISSN 2083-7321




Aneta Garkut, Monika Macioszek
GBP w Popielowie

Pasjonaci – artyści – niezwykli ludzie na rzecz opolskich bibliotek
Historyczne śledztwa, badawcze pytania – bliżej lokalnej historii. Wywiad ze Stanisławem Szynkowskim z Karłowic.


Aneta Garkut, Monika Macioszek: Urodził się Pan w Karłowicach. Czy rodzice Pana też są rdzennymi karłowiczanami?
Stanisław Szynkowski: Co prawda urodziłem się w Brzegu, lecz od początku mieszkam tu, z wyjątkiem okresu studiów w Krakowie). Rodzina matki, która przybyła do Karłowic po 1945 roku, wywodzi się z Wołynia, a konkretnie z miejscowości Stary Krzemieniec, gmina Rożyszcze, powiat Łuck. Rodzina ojca wywodzi się spod Olesna, z miejscowości Skrońsko. Rodzice poznali się na we Wrocławiu, gdzie się uczyli, po czym zamieszkali w Karłowicach.

A.G., M.M.: Pana wielką fascynacją jest historia. Wiemy jednak, że również inne dziedziny nauki były przedmiotem pańskiego zainteresowania. Dlaczego więc historia? Co o tym zdecydowało?
S.Sz.: Od czasów szkolnych – podstawówki, gimnazjum i szkoły średniej chętnie brałem udział we wszystkich olimpiadach przedmiotowych. Rzeczywiście interesowały mnie różne dziedziny nauki, prawie wszystkie, oprócz fizyki. Tego przedmiotu jakoś nie mogłem polubić.

A.G., M.M.: Czyli nic z przedmiotów ścisłych?
S. Sz.: Tak bym tego nie ujął. Całkiem nieźle szła mi matematyka, geografia czy chemia. Ale po pewnych przemyśleniach doszedłem do wniosku, że nawet biologia (bardzo lubiłem rośliny) jest połączona z chemią, a ta z fizyką, z którą nie było mi po drodze. Trzeba zatem realizować się w innym kierunku. O tym właściwie zadecydowała książka, która stała się kropką nad „i” w moich zainteresowaniach.

A.G., M.M.: Jaka to była książka?
S.Sz.:„Herby miast Śląska Opolskiego” Damiana Tomczyka.

A.G., M.M.: Śląsk Opolski i coraz bliżej lokalnej historii?
S.Sz.: Tak się jakoś potoczyło. Dzięki namowom pani Danuty Szpecht, zajmującej się sprawami lokalnymi w gazecie „Beczka” jeszcze będąc licealistą po raz pierwszy znalazłem się w Archiwum Państwowym w Opolu i przeprowadziłem „śledztwo historyczne” w poszukiwaniu metryki urodzenia Hermanna Reimnitza, człowieka, który był przedwojennym nauczycielem, a pochodził z Karłowic.

A.G., M.M.: I po nitce do kłębka dalej?
S.Sz.: Im dalej w las, tym więcej drzew. Przy karłowickiej plebanii znajduje się stary cmentarz. Przy akcji odchwaszczania terenu, przeprowadzonej przez panią sołtys, zacząłem szukać informacji o tym miejscu i pojawiła się hipoteza, że to jest cmentarz żydowski. Potem okazało się, że jest to cmentarz katolicki, jednak trudno jest „odkręcić” wcześniejsze domysły. Karłowickich mieszkańców pochodzenia żydowskiego chowano w miejscowości Miejsce, a po przeniesieniu gminy żydowskiej do Pokoju, na cmentarzu w Pokoju. W połowie XIX wieku popularnym zjawiskiem było stawianie na cmentarzach katolickich i ewangelickich pomników przypominających typowe macewy, jak to jest m.in. we Wronowie. I to zmyliło moje myślenie. Jest tu np. nagrobek człowieka, który utonął w rzece Stobrawa w 1855 roku i został znaleziony po miesiącu. Jest też nagrobek sołtysa dziedzicznego Karłowic z drugiej połowy XIX wieku, Gottfieda Jarossa.

A.G., M.M.: Lokalna historia to też słynny ksiądz Jan Dzierżon. Wiadomo, że w Pana posiadaniu jest niezliczona ilość unikatowych materiałów dotyczących tej postaci. Opowie Pan o najciekawszych?
S. Sz.: Początkowo o księdzu Dzierżnie nie mówiło się zbyt wiele, poza ogólnymi formułkami „ku czci”. W Karłowicach po II wojnie światowej nastąpiła niemal całkowita wymiana ludności, a nowi mieszkańcy nie wiedzieli zbyt wiele o księdzu, który „urzędował” za czasów tzw. niemieckich. Od mieszkanki Karłowic, która jest właścicielką domu księdza Dzierżona i dba o zachowanie tego miejsca, dowiedziałem się, że spośród dawnych mieszkańców po wojnie został w Karłowicach pan Józef Sowa. Opowiadał on dzieciom o dawnych czasach, w tym o ks. Dzierżonie. W moich zbiorach mam m.in. nr 7-8/1965 Pszczelarstwa, w którym, w artykule autorstwa Stanisława Mazaka pt. „Wspomnienia pomocnika Dzierżona – Józefa Sowy” znajdziemy, spisane piękną śląską gwarą, wspomnienia o tej słynnej postaci. Zachęcam do lektury. Śledząc różne aukcje na portalach internetowych udało mi się nabyć też polskie czasopisma z początku XX wieku, w których znalazły się informacje o naszym wybitnym mieszkańcu, a nawet zdjęcia. Staram się zbierać wszystkie książki i czasopisma z tekstami o ks. Dzierżonie, zarówno polskie, jak i niemieckie, a także medale czy „pamiątki”. Prawdziwe pamiątki po ks. Dzierżonie można za to obejrzeć w Muzeum w Kluczborku.

A.G., M.M.: Ilu wiernych (katolików) liczyły parafie podległe administrowaniu księdza Dzierżona?
S. Sz.: Parafia katolicka w Karłowicach miała swoją siedzibę w kaplicy zamkowej. Ponieważ byłe księstwo brzeskie od czasów reformacji było w większości wyznania ewangelickiego, ludność katolicka była nieliczna i bardzo rozproszona. Dziesięciu podległych wówczas wioskach: Karłowicach, Kurzniach, Kuźnicy Katowskiej, Roszkowicach, Tarnowcu, Rybnej, Starych Kolniach, Nowych Kolniach, Stobrawie, Karłowiczkach – w szczytowym momencie było trochę ponad czterystu wiernych, czyli ok. 10 procent ludności.

A.G., M.M.: Czy dalej drąży Pan temat księdza Dzierżona?
S.Sz.: Jest jeszcze mnóstwo źródeł, np. listy księdza Dzierżona, które znajdują się w Muzeum w Kluczborku. Może to być ciekawy materiał i nowe informacje o życiu ks. Dzierżona w Karłowicach, ale i o samej miejscowości. Czasem trzeba po prostu postawić właściwe pytania badawcze, no i poświęcić trochę czasu, aby w znanych materiałach odnaleźć nowe treści.

A.G., M.M.: A jak kształtowała się Pana naukowa droga?
S.Sz.: Skończyłem historię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Obecnie jestem w trakcie studiów doktoranckich (III stopnia) na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Opolskiego. Przez dwa semestry studiowałem w ramach Erasmus+ na Uniwersytecie Karola w Pradze na Wydziale Filozoficznym. Również na Uniwersytecie Opolskim prowadziłem zajęcia ze studentami – wykłady i ćwiczenia. W trakcie studiów w Krakowie zajmowałem się inwentaryzacją grobów wojennych, co było świetną szkołą praktycznego zastosowania nauki.

A.G., M.M.: Czy jest jakiś mistrz, ktoś, kto miał wpływ na Pana zainteresowania i pracę?
S.Sz.: Tematyka, która mnie interesuje jest w zasadzie dosyć wąska i niewielu jest specjalistów w tej dziedzinie. Ogromny wpływ na moje myślenie wywarła prof. Maria Dzielska, badaczka starożytności, autorka książki „Hypatia z Aleksandrii”, która skrupulatność badawczą łączy z ciętymi i czasem dowcipnymi uwagami. Jej wykłady to była prawdziwa przyjemność. Wiele zawdzięczam mojemu promotorowi, prof. Krzysztofowi Ożogowi, który zadbał o mój „warsztat historyka”. Heraldyką zainteresowałem się na wykładach prof. Zenona Piecha, jednego z najwybitniejszych heraldyków polskich. Obecnie rozwijam umiejętności pod mistrzowskim okiem prof. Tomasza Ciesielskiego, który uwierzył w mój pomysł na rozprawę doktorską. Wiele inspiracji czerpię również od prof. Bogusława Czechowicza – historyka i historyka sztuki.

A.G., M.M.: Pana praca magisterska zapewne też była poświęcona naszej historii lokalnej?
S.Sz.: Tytuł pracy magisterskiej „Herrschaft Ketzerdorf – studium z dziejów mniejszych państw stanowych na Śląsku” może o tym nie świadczy, ale rzeczywiście poddałem analizie dzieje średniowieczne Karłowic i okolicznych wiosek. Fascynował mnie wątek rodu von Bees, i należącego do nich Herrschaft Ketzendorf, czyli zespołu majątków z ośrodkiem w Karłowicach, który aspirował do uzyskania formuły prawnej, dającej większy prestiż i znaczenie. Próba ta została podjęta w XVI wieku, jednak zakończyła się fiaskiem, a Adam von Bees w 1565 r. sprzedał swoje dobra książętom brzeskim, być może nie do końca dobrowolnie. Zachowały one specyficzny status z nazwą Herrschaft i były traktowane na równi z innymi okręgami księstwa. Podobnie było z innym państwem stanowym, z ośrodkiem w Prochowicach koło Legnicy, które przejściowo było własnością rodu von Oppersdorff, spowinowaconego z Beesami. Pierwsze trzy rozdziały pracy magisterskiej obejmowały zagadnienia ustroju prawnego i nazewnictwa państw stanowych na Śląsku, natomiast kolejne dwa poświęcone są ściśle Herrschaft Ketzendorf, jako zespołu majątkowego budowanego przez ponad sto lat przez ród von Bees, aż do momentu przejęcia przez księstwo brzeskie.

A.G., M.M.: Jest Pan w trakcie pisania pracy doktorskiej. Zdradzi Pan tytuł i tematykę?
S.Sz.: Roboczy tytuł pracy to: „Ród von Bees – genealogia, kariera, mecenat”. Będzie dotyczyć rodu von Bees w okresie od XVI do końca XVIII wieku. W tym czasie jedne linie osiągały wielkie sukcesy, a inne pozostawały w cieniu zarządzając swoimi dobrami rozsianymi w różnych częściach Śląska. Zdarzały się wspaniałe kariery na dworach cesarskich i królewskich Wiednia, Warszawy i Berlina, ale i katastrofy – wyprzedaż majątków czy wymieranie poszczególnych linii. Główna linia rodu była związana z Karłowicami raptem 125 lat, ale aż do wymarcia miała Karłowice i Stare Kolnie w swojej tytulaturze.

A.G., M.M.: Skrupulatne szukanie we wszystkich dostępnych źródłach, archiwach, a i w miejscach, gdzie nam, laikom wydaje się to niemożliwe, pochłania jednak sporo czasu?
S.Sz.: Bardzo dużo czasu. A ze znalezieniem konkretnej informacji wiąże się najczęściej pojawianie nowego wątku, który należałoby potwierdzić, doprecyzować. Bywa tak, że jedna odszukana informacja pociąga za sobą godziny szukania następnych, które wynikają z pozyskanego materiału. Udało mi się potwierdzić większość informacji z artykułu prof. Ludwiga von Igalffi – Igaly, opublikowanego w czasopiśmie „Głos Olesna” z 1967 roku, który ukazał się bez przypisów i jakiejkolwiek informacji źródłowej. Wnosi on wiele ciekawych informacji o rodzinie von Bees spod Olesna i pokazuje jakim skarbcem wiadomości o dziejach Śląska są archiwa w Austrii. Zostało jeszcze trochę informacji do odszukania, np. o linii Beesów z Malerzowic. Poszukuję również dokumentu z 1518 roku, nadającego Beesom tytuł baronowski, który prawdopodobnie zaginął w czasie wojny. To są szczegóły, ale one są czasem najważniejsze. Dlatego to poszukiwanie materiałów trochę trwa i narasta ogrom materiału źródłowego. Powiem tylko, że ostatnia przedstawicielka utytułowanej linii z Karłowic zmarła w 1821 roku, zaś jej ostatni męski potomek rodu 13 marca (piątek) 1778 r. Na zakończenie tego wątku dodam, że nie brakuje też pikantnych ciekawostek m.in. o życiu Otto Leopolda von Bees, zaufanego dyplomaty i dworzanina Fryderyka II, które znalazłem w pamiętnikach grafa Lehndorffa, wydanych kilka lat temu w języku niemieckim.

A.G., M.M.: Pana zainteresowania historią to nie jedyne, czym Pan się zajmuje. Ma pan wiele innych zainteresowań i funkcji.
S.Sz.: Rzeczywiście, działam na wielu polach. Pełnię funkcję Prezesa Stowarzyszenia Miłośników Karłowic i Kuźnicy Katowskiej im. ks. dr Jana Dzierżona. Jestem radnym Gminy Popielów, członkiem wspierającym Koła Gospodyń Wiejskich w Karłowicach i Ochotniczej Straży Pożarnej, uczestniczę w wyprawach sekcji rowerowej Wandrusie.

A.G., M.M.: Cieszymy się, że podzielił się Pan swoją wiedzą i wspomógł nas Pan przy wydaniu publikacji Andrzeja Stampki. Jesteśmy bardzo wdzięczne za pomoc. Proszę jeszcze o parę słów na temat Europejskich Dni Dziedzictwa.
S.Sz.: Jestem osobiście bardzo zaangażowany w tym temacie. W trakcie Europejskich Dni Dziedzictwa chwalimy się po prostu naszym bogactwem historycznym. W Karłowicach mamy zamek, który jest wtedy udostępniany zwiedzającym. Bardzo cenię sobie współpracę z jego obecnymi właścicielami państwem Krystyną i Kazimierzem Gniotami, którzy chętnie i bez żadnych przeszkód udostępniają ten zabytek do zwiedzania, a także małymi kroczkami, ale z rozwagą przystępują do remontu obiektu. Co prawda w pomieszczeniach zamku jest tylko jedna oryginalna, stara szafa „wnękowa”, a w kaplicy zamkowej w dosyć dobrym stanie tylko ambona i prospekt organowy, ale za to pełno tam wspaniałych historii. Dla mnie zaskoczeniem było, gdy podczas poprzednich edycji EDD zwiedzający „uruchomili” wyobraźnię i zaciekawieni przemierzali puste komnaty słuchając o dawnych dziejach.

A.G., M.M.: Historii Karłowic to sławny ksiądz Dzierżon, ród von Bessów, ale także inne zagadnienia. Ma Pan bogaty zbiór materiałów o tej sławnej postaci, ale także innych pamiątek i materiałów dotyczących naszej miejscowości.
S.Sz.: Tak, gromadzę różne materiały, książki, czasopisma, stare pocztówki. Wykorzystujemy zgromadzone materiały przy EDD, przybliżając osobę ks. Dzierżona, ale także inne mniej lub bardziej zasłużone postaci. Wśród nich warto wspomnieć Christiana Schemmela, którego biografię opracował Tomasz Stańczyk Schemmel, to ciekawa postać. Urodził się w Karłowicach, w rodzinie protestanckiej, następnie został nauczycielem i organistą w Pszczynie, a w trudnych czasach sprawdził się jako burmistrz tego miasta i starosta powiatu w Oleśnie.

A.G., M.M.: Co w obecnej chwili jest najważniejszym Pana działaniem. Proszę o tym powiedzieć.
S.Sz.: Obecnie nasze Stowarzyszenie, wraz z licznymi partnerami, realizuje projekt „Spotkania z Niepodległą w Karłowicach”. Otrzymaliśmy z Urzędu Marszałkowskiego środki finansowe w wysokości prawie 12 000 zł. Podczas EDD w ramach projektu zorganizowana zostanie wystawa „Niepodległościowe karty z dziejów Karłowic” i wycieczka. Ponadto będą rodzinne warsztaty genealogiczne, warsztaty piosenki patriotycznej, konkurs plastyczny dla młodzieży szkół z gminy Popielów i wsi Tarnowiec. Całość zakończona zostanie gminnym świętem z okazji 100-lecia odzyskania Niepodległości, na którym zaprezentujemy program artystyczny i występ orkiestry z Łowkowic. Chciałbym, aby to święto miało radosny i rodzinny charakter ponieważ mamy z czego się cieszyć w tak wspaniałą rocznicę.

A.G., M.M.: A jakie są Pana plany i marzenia?
S.Sz.: Najważniejsze plany: skończyć doktorat i sprawnie przeprowadzić wszystkie zadania w projekcie. Marzeń mam kilka. Moją pracę doktorską wydać w formie książkowej, gdyż Beesowie tworzyli przez wieki historię nie tylko Karłowic, ale i całego regionu, a nawet brali udział w „wielkiej polityce”, zatem zasługują na „przywrócenie do życia”. Po drugie, wydać książkę o Karłowicach, ale nie tylko, bo z naszą miejscowością związana była Stobrawa, Kurznie i sąsiednie wioski. Niestety, brakuje dla naszych miejscowości opracowań „zbierających” w jednym miejscu starsze i najnowsze badania oraz ciągle na nowo odkrywane źródła. Może warto pokusić się o historię w dwóch etapach: do 1945 roku oraz po tej dacie, ponieważ są to tereny, gdzie zostali osiedleni repatrianci z ziem wschodnich, którzy w nowym miejscu musieli zbudować swoją własną historię. Warto też uzmysłowić mieszkańcom i następnym pokoleniom, chociażby fakt, dlaczego w naszych wioskach nie znajdziemy kapliczek przydrożnych, które tak licznie występują chociażby w Popielowie i Siołkowicach. Jest wiele kwestii, związanych z trudnym okresem przed i powojennym, które warto opisać i przekazać naszym następcom.

A.G., M.M.: No to czekamy z niecierpliwością.
S.Sz.: Takie mam marzenia, a co z tego będzie – zobaczymy.

A.G., M.M.: Na pewno się spełnią. Trzymamy kciuki. Proszę nam jeszcze powiedzieć o swoich ulubionych książkach. Wiem, że jest pan wybrednym i „wszechstronnym” czytelnikiem.
S.Sz.: Moim ulubionym autorem jest Terry Pratchett, który dowcipnie i celnie komentuje naszą rzeczywistość opisując pewien płaski świat, zupełnie nie podobny do naszego (śmiech). Najbardziej sobie cenię „Pomniejsze bóstwa” oraz „Kosiarza”. W trakcie pobytu w Pradze nabyłem kilka jego książek w języku czeskim, w tym niezwykle zabawną „Dobra znameni” (polski tytuł „Dobry omen”). Bardzo mi pomogły w nauce języka.

Obecnie czytam „Dziennik roku Chrystusowego” Jacka Dehnela, niezwykle inspirującą książkę, zwłaszcza, że sam wkroczyłem w wiek Chrystusowy.

W mojej prywatnej biblioteczce mam wiele fascynujących lektur, sporo wydawnictw źródłowych i regionaliów, ale także książki czytane „dla przyjemności” jak wspomnianego T. Pratchetta czy reportaże Karla – Markusa Gaussa m.in. „Niemcy na peryferiach Europy”. Z nowszych nabytków akurat coś z ciekawych staroci: „Dzierżon i jego mistrzowskie pszczelarstwo w Karłowicach”, artykuł z Illustrierte Zeitung z 1861 r.

A.G., M.M.: Czy czuje się Pan człowiekiem spełnionym?
S.Sz.: Mam taki charakter, że nigdy nie jestem do końca spełniony, ciągle trwa gonitwa. Myślę jednak, że jestem w dobrym miejscu i spełniam się etapami.

A.G., M.M.: Bardzo dziękujemy za rozmowę i dostarczone materiały, choć to tylko garstka z Pana zasobów. Dziękujemy za poświęcony czas.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska