Nr 1/2019 (LXIII) ISSN 2083-7321




Łukasz Kluza
Mediateka w Bibliotece Publicznej w Prudniku

Biblioteka w Małym Mieście, czyli przystanek obowiązkowy


Z pewnością dla wielu nie będą zaskoczeniem słowa, że biblioteki kojarzą się z książkami, ciszą i stereotypem Pani w okularach, która nieustannie uprasza o stosowne zachowanie,
w międzyczasie podając Nam książkę. Tak, taki obraz biblioteki w oczach wielu rodaków wciąż pokutuje. Do biblioteki przychodzimy wtedy, kiedy dziecko przypomina sobie, że na następny dzień ma analizować na lekcjach języka polskiego lekturę albo kiedy ktoś nas poprosi, aby w drodze powrotnej z pracy do domu odebrać mu książkę. Na szczęście, dzięki metodzie małych ewolucyjnych kroków, pojęcie biblioteki i nasz stosunek do tej instytucji zmienia się. Wszystko jednak zależy od pracowników – bibliotekarek i bibliotekarzy (tak, tak – panowie również w bibliotekach pracują). Innowacyjność i świeży umysł podczas pracy
w tej specyficznej instytucji są katalizatorami dobrych i koniecznych zmian, które skutkować będą większą liczbą odwiedzających nasze placówki Czytelników i Użytkowników, a także innym postrzeganiem wśród mieszkańców naszych miast.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że bibliotekarze pracujący w dużych i średnich miastach mają ułatwione zadanie. Stoją przecież przed nimi większe możliwości, mają więcej instytucji, z którymi mogą współpracować i nade wszystko – posiadają szerszą grupę docelową w postaci mieszkańców, a jeżeli jest to miasto uniwersyteckie albo politechniczne – to jeszcze lepiej, bo rzeczona grupa poszerza się o studentów. Z moich doświadczeń
i obserwacji mogę z pełną stanowczością stwierdzić, że nic bardziej mylnego. Oczywiście dla bibliotek dużych ośrodków miejskich istnieją większe możliwości, lecz nie zapominajmy, że każda biblioteka winna mierzyć siły na zamiary. Czy jest to biblioteka usytuowana na wsi,
w małym miasteczku czy wielkiej aglomeracji, powinna dostosowywać swoje działania
i przygotowywać ofertę, która sprawdzi się na lokalnym rynku. Pierwszym zadaniem, przed którym staje bibliotekarz, któremu (a należy to zaznaczyć bardzo wyraźnie) chce się działać i wprowadzać nieco pozytywnego zamieszania w utartej rzeczywistości miasta czy wsi,
w której pracuje, jest zbadanie najważniejszych potrzeb i oczekiwań mieszkańców. Błędem jest wprowadzanie w małych bibliotekach szerzej nieznanych nowinek technologicznych, jak tablety i czytniki e-booków, kiedy mieszkańcom bardziej przyda się miejsce, w którym mogą skorzystać z komputera i Internetu. Zupełnie nietrafionym pomysłem jest organizowanie w bibliotekach spotkań dotyczących trudnych literackich problemów, kiedy wiemy, że naszych mieszkańców bardziej zainteresuje historia lokalna, a jeszcze lepiej, kiedy będą mogli o niej sobie luźno porozmawiać. Muszę tutaj wspomnieć o podstawowej zasadzie, którą powinniśmy się kierować – nie bądźmy przesadnie ambitni w swoich pomysłach. Musimy pamiętać, że to, co się nam podoba, nie zawsze, a często nigdy, nie znajdzie poklasku wśród naszych czytelników. Mówi się, że o gustach nie powinno się dyskutować. I jest to prawda. Dlatego jeżeli w naszych głowach mamy sto tysięcy pomysłów – to bardzo dobrze – lecz postarajmy się je dozować w miarę możliwości percepcji i potrzeb ludzi, do których je kierujemy. Zawsze, kiedy organizujemy jakiekolwiek spotkanie czy wydarzenie w bibliotece, możemy przemycić główne cele, które sobie stawiamy – czyli promocję czytelnictwa i literatury. Pamiętać należy jednak o tym, żeby robić to umiejętnie, tak aby nie zrazić potencjalnych użytkowników biblioteki. Trzeba to jasno stwierdzić, że nasi mieszkańcy dzielą się na dwie grupy: czytający i aktywnie korzystający z usług biblioteki oraz tych, którym biblioteka nigdy nie była po drodze. I tutaj pojawia się nasze główne zadanie – zatrzymać stałych czytelników i pozyskać nowych. Wspomniana na początku metoda małych ewolucyjnych kroków w moim odczuciu, polega na stopniowym oswajaniu mieszkańców z biblioteką, która przecież wcale nie jest nudna. Oprócz wypożyczenia książki, poczytania gazety możemy w szare jesienne wieczory obejrzeć wspólnie z sąsiadami film, po którym przy kawie oddamy się dyskusji. Dlaczego by nie pograć z wnukami w gry planszowe, a przy okazji porozmawiać z bibliotekarzem o tym
i owym? Potrzebujemy skorzystać z Internetu, a nie mamy do niego dostępu i prawdę powiedziawszy to niezbyt się na tym znamy, dokąd pójdziemy? Udajemy się do biblioteki, tam na pewno nam pomogą.

Bibliotekarze w czasach, w których przyszło nam pracować, muszą przyjąć do wiadomości, że biblioteki stają się lokalnymi centrami aktywizującymi, w których obok wypożyczania książek, istnieje możliwość uzyskania pomocy, poszerzenia wiedzy, skorzystania z Internetu czy też po prostu – spędzenia wolnego czasu. Gorąco namawiam, aby porzucić archetypiczny stereotyp, o skostniałej bibliotece. Żyjemy bez wątpienia w ciekawych czasach, które dają nam szeroki wachlarz możliwości przyciągania nowych Użytkowników. Tylko od nas zależy, co będziemy mieli im do zaoferowania. Podstawowe pytanie, które się pojawia, to oczywiście sprawa finansów. Niestety mamy bardzo mały wpływ na to, jakim budżetem będzie dysponować nasza placówka. Niemniej jednak nie oznacza to, że jesteśmy drastycznie ograniczani w rozwijaniu działalności. Niczym nadzwyczajnym nie jest rozsyłanie próśb o wparcie czy sponsoring, które, wedle mojego doświadczenia, często są rozpatrywane pozytywnie. Oprócz prozaicznego sponsoringu, ciasteczek i herbaty na organizowane przez nas wydarzenia, możemy pozyskać ciekawe i interesujące zbiory do biblioteki. Od wspominanych już gier planszowych, które powoli powracają do łask, poprzez filmy, płyty muzyczne, czasopisma, gadżety i wiele, wiele innych interesujących rzeczy.

Biblioteki funkcjonujące na wsiach i w małych miastach zderzają się z problemem niskich statystyk odwiedzin. Jeżeli są one nastawione tylko i wyłącznie na funkcjonowanie oparte na wypożyczaniu księgozbioru, to nie mamy się czemu dziwić. Często słyszymy
o drastycznych spadkach liczby czytelników wśród społeczeństwa, a co za tym idzie, promowanie biblioteki tylko na zasadzie miejsca udostępniającego książki stanowi swoiste błędne koło. Dlaczego w małych, czasami wiejskich bibliotekach nie stworzyć lokalnego klubu dyskusyjnego, w którym głównym tematem nie byłaby ostatnio przeczytana książka, ale obejrzany serial? Zaręczam, że po pierwszym, drugim, czy trzecim spotkaniu nasza biblioteka zacznie się kojarzyć mieszkańcom z miejscem, w którym mogą swobodnie wymienić opinie i po prostu porozmawiać o tym, co ich najbardziej interesuje. W tym wypadku, pomysłowy bibliotekarz podczas takich spotkań, umiejętnie przemyci garść ciekawych informacji o adekwatnych do tematu rozmowy książkach i istnieje duże prawdopodobieństwo, że po spotkaniu książki te zostaną wypożyczone.

Ważną grupą, do której powinna trafić biblioteka, są dzieci i młodzież. Nie ukrywam, że jest to bardzo trudne, ale wykonalne zadanie. Aby ich przekonać do korzystania z biblioteki, znowu należy wykazać się innowacyjnością i nieszablonowym podejściem do wykonywanego zawodu. Po pierwsze musimy postawić się na miejscu naszych młodych odbiorców. Nie będziemy przecież organizować zajęć o tematyce, która ich kompletnie nie zainteresuje, bo jest to bezcelowe. W tym wypadku nieocenioną pomocą jest Internet. Znajdziemy tam wiadomości, co teraz jest na czasie wśród dzieci i młodzieży, np. jakie filmy oglądają, jakie zabawki są najbardziej popularne czy też jakie mają hobby. Wtedy zorganizowanie
i przeprowadzenie zajęć tematycznych może być strzałem w dziesiątkę.

Zadaniem jakie stoi przed Bibliotekarkami i Bibliotekarzami to tworzenie instytucji na miarę XXI wieku. Nie ma w tych słowach przesadnej przekory, takie są wymagania stawiane przez odwiedzających nasze placówki. Starajmy się – każdy na swój sposób i w miarę możliwości
- aby przybywających do bibliotek było coraz więcej. Niech przyświeca nam myśl greckiego filozofa Ozymandiasa, który mówił, że „Biblioteka to skarbnica lekarstw duszy”.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska