Nr 1/2019 (LXIII) ISSN 2083-7321




Małgorzata Pindera
Dział Udostępniania Zbiorów WBP w Opolu

Rozmowa z Dariuszem Domagalskim – autorem książek historycznych i szeroko rozumianej fantastyki



Małgorzata Pindera: Zacznijmy od tego, jak zaczęła się Twoja przygoda z fantastyką? Skąd się wzięło zainteresowanie tego typu literaturą?
Dariusz Domagalski: Wszystko zaczęło w dzieciństwie, w latach 80. Ukazywały się wówczas w Polsce czasopisma takie jak „Fantastyka” i „Nowa Fantastyka”. Gazety te miały kolorowe, przyciągające uwagę okładki, które mnie intrygowały. Przyciągnęła mnie ich forma. Zacząłem do nich sięgać i czytać opowiadania w nich zawarte. W czasach mojego dzieciństwa nie było zbyt wiele atrakcji dla dzieci. Nie było Internetu, gier komputerowych i tylu możliwości spędzania wolnego czasu, jak dziś.

M.P.: Czy pamiętasz, jaką pierwszą książkę z gatunku fantasy przeczytałeś?
D.D.: Była to książka „Bunt na Konszelfie 10” M. Hughesa. Jest to fantastyka młodzieżowa. Przeczytamy w niej o zetknięciu z obcymi istotami, może nie aż tak bardzo obcymi – bo z delfinami, które są przedstawione w książce, jako istoty nam równorzędne.

M.P.: Kiedy sam zacząłeś pisać?
D.D.: W wieku 10-12 lat zacząłem pisać różne historie o superbohaterach. Ale profesjonalnie zacząłem pisać dużo później. Najpierw moje opowiadania prezentowałem na forach magazynów literackich, a potem już ukazywały się w czasopiśmie „Science Fiction Fantasy i Horror”.

M.P.: Czy zawsze byłeś wierny fantastyce?
D.D.: Na studiach odszedłem od tego gatunku. W dzieciństwie wychowałem się na ambitnej fantastyce. Czytałem świetne książki pisarzy zza wschodniej granicy oraz mistrzów gatunku z zachodu. Tylko tacy wówczas byli w Polsce wydawani. Natomiast w latach 90. nasz rynek zalała tandetna literatura fantastyczna. Nie były to książki skłaniające do głębszych przemyśleń. Zatem na studiach trochę odszedłem od fantastyki. Czytałem klasykę, noblistów, literaturę iberoamerykańską, książki z nurtu realizmu magicznego. Zainteresowałem się historią, szczególnie antykiem i średniowieczem. Poznawałem historię poprzez kroniki i literaturę beletrystyczną.

M.P.: Twoja pierwsza opublikowana książka to...
D.D.: Moja pierwsza powieść „Delikatne uderzenie pioruna” została opublikowana w 2009 roku. Stanowi pierwszą część cyklu krzyżackiego. Jest to powieść historyczna z elementami fantastyki. Starałem się na nowo napisać historię polsko-krzyżacką. Pisząc ją, dużo czasu spędziłem na pracy ze źródłami. W ogóle zwykle wkładam dużo pracy i energii w pisanie. Książka ta odzwierciedla również moje zainteresowanie mistycyzmem, żydowską kabałą i ezoteryką.

M.P.: Rozumiem, a czy wierzysz, że w 1410 roku w zwycięstwie pod Grunwaldem pomogły nam jakieś nadprzyrodzone siły?
D.D.: Nie, pisząc cykl krzyżacki, opierałem się raczej na swojej fantazji, jeśli chodzi o aspekt nadnaturalny. Natomiast tak w ogóle to wierzę w istnienie świata duchowego i w to, że siły nadprzyrodzone wpływają na dzieje historii.

M.P.: Czy stylistycznie lepiej czujesz się w przeszłości, przyszłości czy w teraźniejszości?
D.D.: Stylistycznie najlepiej czuję się w przeszłości, średnio w przyszłości, a najsłabiej w teraźniejszości. Tworząc książkę „Angele Dei”, która jest książką czysto historyczną – bez elementów fantastyki – pisałem o czasach biblijnych (zachowując archaiczną narrację), o wojnach krzyżackich i o współczesności. Ta współczesna narracja szła mi właśnie najsłabiej.

M.P.: A teraz chciałam zapytać o Twoje czytelnicze inspiracje. Twoje literackie „Top 5”?
D.D.: Czytam Karola Bunscha, cenię Henryka Sienkiewicza za „Trylogię” oraz Józefa Ignacego Kraszewskiego. Inspiruje mnie Umberto Eco, szczególnie książka „Wahadło Foucaulta”. Natomiast jeśli chodzi o fantastykę, to moim ulubionym autorem SF jest Philip K. Dick.

M.P.: Co sądzisz o prozie Stanisława Lema?
D.D.: Prozę Lema lubię, ale nie uwielbiam. Wszystko zależy od czasu, w którym się czyta danego autora, daną książkę. Obecnie „Szpital przemienienia” Lema – jest dla mnie jego najlepszą książką. Co ciekawe, nie ma w niej elementów fantastyki.

M.P.: Czy czytasz polskich, współczesnych autorów fantastyki?
D.D.: Nie nadążam z czytaniem książek. Na przykład Andrzej Pilipiuk czy Rafał Dębski – bardzo szybko piszą i dużo wydają. Ale staram się trzymać rękę na pulsie. Śledzę polski rynek literatury fantastycznej.

M.P.: Jakie są Twoje relacje z innymi polskimi pisarzami gatunku fantasy?
D.D.: Jak w każdym środowisku: są między nami przyjaźnie i antagonizmy. Zwyczajnie z niektórymi jest ci bardziej (osobowościowo, politycznie, towarzysko), a z niektórymi mniej po drodze. Z pisarzem Rafałem Dębskim przyjaźnię się. Odkąd zamieszkał w Rumi, mamy częstszy kontakt. Prowadzimy wspólne prelekcje historyczne w bibliotekach. W Bibliotece Grabówek w Gdyni przez całą jesień mamy cykl wykładów poświęconych historii.

M.P.: No właśnie, od kilku miesięcy pracujesz w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gdyni. Chciałam zapytać, jakie to uczucie wypożyczać książki przez siebie napisane?
D.D.: Przyznaję, to dziwne uczucie, nie zawsze przyznaję się do tego, że jestem autorem książki, po którą zgłasza się czytelnik. Czasami, gdy ktoś oddaje moją książkę, pytam, czy się podobała, czasem przyznaję się, że to ja jestem jej autorem. Ale nie zawsze jest to dla mnie komfortowa sytuacja. Miałem kilka zabawnych zdarzeń, np. ktoś wyczytał na ulotce promującej Dyskusyjny Klub Fantastyki moje nazwisko jako prowadzącego i krzyknął „Wow, Domagalskiego sprowadzają!”.

M.P.: No, rzeczywiście zabawna sytuacja. Chciałam się dowiedzieć, w jaki sposób pracujesz. Czy podczas pisania czekasz na natchnienie, czy też narzucasz sobie dyscyplinę, rygor, rytm pracy?
D.D.: W pracy pisarza nie ma czegoś takiego jak czekanie na natchnienie. Każdy pisarz, który regularnie wydaje książki, traktuje pisanie jako pracę. Trzeba narzucić sobie rygor, dyscyplinę, ponieważ jest się związanym umowami, terminami i zobowiązaniami wobec wydawcy. Niestety zdarza mi się, że powieść, którą tworzę, traktuję jak towar, który trzeba odpowiednio sprzedać – wydawcy, czytelnikowi. Ale z drugiej strony, pisarz powinien tworzyć taką książkę, którą sam chciałby przeczytać i nie zawsze jest to zgodne z tym, czego oczekuje od niego rynek.

M.P.: Jakbyś zachęcił do czytania fantastyki ludzi nieprzekonanych do tego gatunku?
D.D.: Nie mam zamiaru przekonywać do czytania tych, którzy nie chcą czytać fantastyki. Natomiast tym, którzy się zastanawiają, czy czytać, odpowiadam, że warto sięgnąć po tego typu literaturę, ponieważ oprócz tego, że jest to całkiem fajna forma rozrywki, to literatura ta stawia również głębsze, filozoficzne pytania: o ludzi, o człowieka, jego miejsce we wszechświecie.

M.P.: Nad czym obecnie pracujesz?
D.D.: Pracuję nad ukończeniem trzeciego tomu cyklu „Hajmdal” – typowej militarnej space opery.

M.P.: Jakie jest Twoje literacki marzenie?
D.D.: Chciałbym zmierzyć się ze starożytnością. Marzy mi się stworzenie trylogii o trzech wojnach punickich, z perspektywy kartagińskiego rodu Barkasów. Póki co przygotowuję się do tego tematu. Zbieram materiały.

M.P.: Zatem życzę Ci spełnienia marzeń i powodzenia w dalszej pracy. Wielu pomysłów i inspiracji. Dziękuję za rozmowę.
D.D.: Dziękuję.

Rozmowa przeprowadzona 25 października 2018 roku.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska