Nr 2/2019 (LXIII) ISSN 2083-7321




Karol Maluszczak
Miejska Biblioteka Publiczna w Opolu


Ślepnąc od świateł. Jakuba Żulczyka.
Prawda zmyślona z rzeczywistości


Dobrze sobie to wymyśliłeś. Dobrze sobie siebie wymyśliłeś.
[Kwestia, którą pod koniec serialu Ślepnąc od świateł wypowiada Dario]

Pod koniec najkrótszego miesiąca w roku w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu odbyło się spotkanie z pisarzem Jakubem Żulczykiem, który uznawany jest za jednego z ważniejszych autorów młodego pokolenia. Pomimo swojego młodego wieku Żulczyk zdążył już wydać kilka powieści, w tym taką, która bardzo szybko zyskała miano bestsellera, co więcej, stała się bazą do produkcji jednego z lepszych seriali ostatniej dekady. Mowa oczywiście o książce i serialu Ślepnąc od świateł, której autor jest współtwórcą scenariusza (razem z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym). Dla wszystkich tych, którym osoba Jakuba Żulczyka nie była zbyt dobrze znana przed spotkaniem, istotną informacją był fakt, że nie było to pierwsze zetknięcie autora Wzgórza psów ze scenopisarstwem. Wcześniej, razem z Moniką Powalisz, stworzył on scenariusz do kryminału psychologicznego Belfer. Liczący dwa sezony serial produkcji Canal + zyskał pochlebne recenzje i był najchętniej oglądanym serialem podczas premierowych emisji. Ponadto Jakub Żulczyk pisze krótkie formy, takie jak felieton, oraz angażuje się w działalność radiową.


Jakub Żulczyk w Opolu

Podczas spotkania z czytelnikami pisarz opowiedział o swoim warsztacie pisarza oraz o tym, jak postrzega ten zawód. Ponadto autor Instytutu wyznał, co lubi robić, gdy niekoniecznie ma ochotę pisać. Mówi Żulczyk: „Moja praca to jest zgarbiony facet nad komputerem, którego bolą plecy i psują mu się oczy. Ciekawa jest praca reportera, który musi się wikłać w jakąś kabałę, poznawać ludzi, rozmawiać z nimi. Ja czasem też to robię, ale w 90% przypadków wszystko wymyślam i chyba dlatego jest to nudne, bo na początku jest facet, który wymyśla sobie rzeczy w różnych okolicznościach, a później próbuje to zapisać”.

W trakcie rozmowy o swoim warsztacie przyznał, że pisze książki nieprzezroczyste, używając sformułowania Ingardena, „niedookreślone”. „Piszę powieści, które są trochę gatunkowe – one są skundlone – bo przyjmują kostium jakiegoś gatunku. Z reguły jest to horror albo kryminał, albo jakiś thriller lub coś takiego, ale nigdy nie jest to do końca stricte ten gatunek. Oczywiście są ambicje literackie, językowe, których trudno jest mi się jako pisarzowi wyzbyć albo nawet nie ambicje, tylko inklinacje”.

Oczywiście z racji, iż tytuł autorskiego spotkania przyjął nazwę pozycji chyba jak dotąd najgłośniejszej książki Żulczyka, tym bardziej po wyprodukowaniu serialu, autor sporo opowiedział o historii powstawania Ślepnąc od świateł. Zapytany przez prowadzącego o to, czy spotkał się z nieprzychylnymi komentarzami na temat serialu, gość MBP odparł, że jeden padł z ust Kuby Wojewódzkiego, który uznał, że Ślepnąc od świateł serial tudzież książka to „fantazja chłopców z małego miasta jak wyglądają chłopcy z dużego miasta”. Broniący swojego dzieła pisarz wyznał: „Nigdy nie powiedziałem, to sobie potem ludzie dopowiedzieli, że Ślepnąc od świateł, książka, później serial, jest jakąkolwiek reporterską opowieścią, diagnozą, demaskatorskim reportażem o życiu polskich celebrytów i kogoś tam jeszcze. Oczywiście, że ja tej książki nie pisałem przy biurku i oczywiście, że u jej źródła leży parę rzeczy, które widziałem na własne oczy i rozmowy przeprowadzone z różnymi przypadkowo poznanymi ludźmi, natomiast były to rzeczy z pewnością mniej ekscytujące i porywające od tych napisanych w książce. To jest właśnie moja przewaga jako prozaika, że ja mogę sobie wymyślić rzeczy i w ogóle nie musi mi to wyjść na sucho”.


Jakub Żulczyk i prowadzący spotkanie Bartosz Suwiński (po prawej)

Jak wiadomo, napisanie książki to jedno, natomiast scenariusz to zupełnie inna rzecz. Zdaniem Żulczyka podstawowa różnica między tymi dwoma zawodami polega na tym, iż autor ponosi wszelką odpowiedzialność za swoją książkę. Nie ma znaczenia, czy jest to Zbrodnia i kara, Iliada czy inne wiekopomnie dzieło lub nawet książka średnich lotów. W każdym wypadku jest to dzieło w sensie skończonego obiektu kultury, za które autor powinien czuć się odpowiedzialny. W przypadku scenariusza jest zupełnie inaczej. Scenariusza nie przeczyta nikt poza pionem produkcyjnym. Nawet aktorzy nie czytają często całości, tylko swoje kwestie. Scenariusz należy traktować jak dokument, na podstawie którego ludzie będą wykonywać swoją pracę, a dopiero z tej pracy powstaje dzieło, czyli ten serial, ten film.

Filmy bez wątpienia wpłynęły na życie pisarza, można nawet powiedzieć, że filmy polubiły Żulczyka. O swojej fascynacji filmem autor opowiadał z wielkim przejęciem. Jednym ze wspomnień, którym pisarz i scenarzysta się podzielił, była ogromna miłość zarówno do filmów w ogóle, jak i do nośników, na których zostały one zapisane, a były nimi wówczas kasety VHS. Ulubionymi filmami z dzieciństwa Żulczyka były Wściekłe psy Quentina Tarantino oraz Blue Velvet Davida Lyncha. Kinematografia, gry na Amigę wypełniały często wolny czas przyszłego twórcy, ale Żulczyk nie zostałby tym, kim jest teraz, gdyby oczywiście nie pasja do literatury, czego też dowodem są ukończone studia dziennikarskie. Za dwóch mistrzów prozy polskiej XX wieku Jakub Żulczyk uznaje Jarosława Iwaszkiewicza – za piękno języka w prozie – oraz Stanisława Lema – za pomysłowość i podejmowane tematy.

Literatura, kino, seriale i gry komputerowe współtworzą diapazon określonego wycinka z rzeczywistości Jakuba Żulczyka. Jego twórczość jest implozją kodów kulturowych, które zawarte były we wszystkim tym, co było pisarzowi w jakiś sposób bliskie. Co zatem byłoby eksplozją? Być może obraz tej rzeczywistości, która jest „tu i teraz”, przedstawianej w moralistyczny i żywy sposób. Jeden z wątków rozmowy Żulczyk spuentował zdaniem: „Nie pozwólmy, by prawda stanęła na drodze do dobrej opowieści”.

Być może dlatego autor Zrób mi jakąś krzywdę… czyli wszystkie gry video są o miłości tak dużo wymyśla, a może zmyśla? Mówi Żulczyk: „Moja metoda wymyślania jest taka, że biorę coś z rzeczywistości, co dla większości ludzi nie byłoby zbyt interesujące, a potem robię z tego kolorowy balon i maluję grubą kreską coś, co mi się wydaje prawdą o rzeczywistości. Ale nigdy nie wychodziłem z takich perspektyw, chociaż wiem, że gdybym się tak zachowywał, to może sprzedałbym więcej książek albo miał więcej czytelników, ale byłbym nieszczery”. Paradoksalnie pełne popkultury utwory Żulczyka opisują archetypy, toposy, rzeczy podstawowe, które w naszym życiu powinny się naprawdę liczyć.

W trakcie zadawania pytań jednego z czytelników zaciekawiła praca nad nową powieścią. Autor powiedział tylko, że pisze, ale nie zdradził nic więcej. Zaproszony przy tej okazji na kolejną Opolską Jesień Literacką powiedział, że nie wiadomo, czy po tym, co napisze, będzie mile widziany przez któregokolwiek ze swoich czytelników. Czyżby książka miała podzielić fanów? Pozostaje nam tylko czekać do jesieni.

***

Lutowe spotkanie z Jakubem Żulczykiem w opolskiej MBP wypadło kapitalnie. Trwająca ponad półtorej godziny rozmowa nie miała końca. Przy okazji tego spotkania nastąpiło także oficjalne rozwiązanie konkursu Facebookowego na najciekawszą nazwę dla budki bookcrossingowej, która od początku nowego roku zdobi plac przy budynku centralnym MBP w Opolu. Ogłoszony przez bibliotekę konkurs trwał parę tygodni. Każdy mógł zaproponować swoją nazwę. Ostatecznie zwyciężyła nazwa „Schron dla stron”. Autorka najciekawszej nazwy odebrała po spotkaniu nagrodę z rąk pisarza. Pozostali czytelnicy ustawiali się w kolejce po podpisy.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska