Nr 4/2019 (LXIII) ISSN 2083-7321




Łukasz Brudnik
Dział Instrukcyjno-Metodyczny WBP w Opolu


Lubię, jak coś mnie zaskakuje - rozmowa z Piotrem Milewskim



Łukasz Brudnik: Ile i dokąd udało się panu do tej pory zorganizować wypraw?
Piotr Milewski: Bardzo dużo. Na pewno nie wystarczy palców na obu rękach, żeby wszystkie policzyć. Dokładnej liczby nie podam, ale wymienić mogę główne kierunki. Na pewno jednym z najważniejszych, bo wpłynął na moje losy i przebieg życia, jest Japonia. Była to jedna z moich pionierskich wypraw, chociaż nie pierwsza. Tą pierwszą był dla mnie wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze nie opisałem go w żadnej książce, cały czas czeka na swoją kolej. Przejechałem wtedy ze wschodniego wybrzeża na zachodnie i z powrotem. To po nim nadeszła kolej na Japonię, a potem już poszło: wyprawa koleją transsyberyjską, Islandia. Te udało mi się już opisać w książkach. Poza nimi było jeszcze bardzo dużo podróży po Europie, Etiopii, Borneo, Izraelu, po krajach azjatyckich, które w międzyczasie też udało mi się odbyć.

Ł.B.: Wspomniał Pan, że podróże po Japonii, Islandii oraz koleją transsyberyjską znalazły się w książkach. Dlaczego akurat te?
P.M.: Kolej transsyberyjska to na pewno podróż warta opisu. Wyruszając w nią, miałem przekonanie, że zainteresuje czytelników. Poszukiwałem też opisów podróży koleją transsyberyjską w literaturze i, muszę przyznać, że nie znalazłem ich zbyt wiele. Były to zwykle krótkie relacje, dużo częściej w formie artykułów, bardzo rzadko książek. Po tej wyprawie, kiedy zastanawiałem się, czy napisać książkę, doszedłem do wniosku, że materiał, który zebrałem, te wszystkie przeżycia i doświadczenia, układają się w pewną całość. Było ich też na tyle dużo, że mogła powstać z nich książka, która – na to liczyłem – może czytelników zainteresować. Jeśli chodzi o Japonię, to oczywiście jako kraj jest niezwykle fascynująca. Bardzo daleka, tajemnicza i po prostu inna. Dlatego pomyślałem, że przybliżę ją troszkę polskiemu czytelnikowi. A ponieważ z Japonią związałem się też prywatnie i spędziłem tam dziewięć lat, pomyślałem, że mam pewne przemyślenia, których czytelnicy nie odnajdą w innych książkach.

Ł.B.: Inspiracją do podróży po Islandii była wydana w 1638 roku książka autorstwa Morawianina Daniela Vettera. Co miała w sobie takiego, że zapragnął Pan również udać się do tego zimnego i wulkanicznego kraju?
P.M.: To jest w ogóle niesamowita historia. Ta pierwsza polskojęzyczna książka o Islandii wydana w 1638 roku w Lesznie przez Morawianina do dziś zachowała się zaledwie w jednym egzemplarzu. Unikatowy wolumin znajduje się w bibliotece Ossolineum we Wrocławiu. Kiedy poszukiwałem celu swojej kolejnej wyprawy, natrafiłem na reprint tej książki. Mimo że jego odszyfrowanie wymagało czasu i wysiłku – napisany piękną staropolszczyzną oryginał, wydrukowany został szwabachą – spędziłem całą noc i przeczytałem ją od początku do końca. Warto tutaj dodać, że jest ona do dziś uważana za jedną z najbardziej merytorycznie poprawnych książek o Islandii z XVII wieku. Zaraz po wydaniu stała się bestsellerem w skali całej Europy. Pojawiły się tłumaczenia na czeski, niemiecki, duński, oczywiście angielski. Książka ta przez bardzo długi czas była źródłem informacji dla osób z całego kontynentu, które wybierały się na Islandię.

Ł.B.: Jednak podróżując po Islandii, nie poruszał się Pan tylko i wyłącznie śladami Vettera.
P.M.: Tak, dlatego że Daniel Vetter spędził tam około miesiąca. W owych czasach, jak opisuje Vetter w swojej książce, nie było na Islandii praktycznie dróg. Siłą rzeczy zobaczył więc tylko niewielki, południowo zachodni fragment wyspy. Dzisiaj Islandia jest krajem, który możemy objechać dookoła, w wielu miejscach się zatrzymać. Pojechałem na Islandię z kopią reprintu jego dzieła w plecaku, czytałem ją właściwie każdego wieczora. W odróżnieniu od Morawianina poruszałem się już po całej wyspie.

Ł.B.: Po Islandii przemieszczał się Pan autostopem, noce spędzał przeważnie pod namiotem. Skąd pomysł na taką formę podróżowania?
P.M.: To już jest starsza historia, bo w ten sam sposób podróżowałem po Japonii i niektórych krajach Azji. Podjąłem świadomy wybór. Podróżowanie autostopem umożliwia szybsze i łatwiejsze nawiązywanie kontaktów z ludźmi, którzy mieszkają na danym terenie. To jest dla mnie niezwykle ważne. Te spotkania, mimo że krótkie , są często bardzo ciekawe i owocne. Dowiadujemy się dużo rzeczy o tym miejscu i jego mieszkańcach.

Ł.B.: Islandia słynie z nagłych zmian pogody, niskich temperatur. Nie nachodziły Pana w związku z tym chęci jak najszybszego zaprzestania wyprawy i powrotu do domu? Jeśli tak, to w jaki sposób Pan sobie z nimi radził?
P.M.: Były takie momenty, szczególnie na początku, kiedy rzeczywiście miałem dość. Na Islandii bardzo często wieje, pada i jest zimno. Islandzkie lato możemy porównać do polskiej jesieni, na pewno nie do naszego lata. Myślę, że w formie utrzymywała mnie potrzeba podróży, którą w sobie mam, oraz piękne islandzkie krajobrazy. W pewnym momencie odkryłem, że mam unikalną możliwość zobaczenia otaczającego świata oczyma autora z XVII w. Islandia, chociaż od jego czasów minęło niemal czterysta lat i nastąpiło dość dużo zmian, w wielu miejscach się nie zmieniła. Doświadczenie zobaczenia na własne oczy świata takim, jaki ktoś widział i opisał cztery wieki temu, z nawiązką kompensowało trudy podróży.

Ł.B.: Faktycznie podczas Pana pobytu na Islandii panowało najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat?
P.M.: Powtarzali tak wszyscy po drodze. Słyszałem to zdanie wielokrotnie, ale muszę powiedzieć, że, jak pojechałem na Islandię dwa lata później, usłyszałem je ponownie [śmiech]. Być może co dwa lata jest tam najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat?

Ł.B.: W książce pada zdanie, że drugą nacją na wyspie po Islandczykach są Polacy. Mimo to dopiero na ostatnich stronach opisuje Pan spotkanie z Polką, która podwiozła pana do Ólafsvík. Celowo unikał Pan kontaktu z rodakami czy rozmowy z nimi niewiele wniosły do książki?
P.M.: Nie, oczywiście, że nie. Raczej wynikało to z tego, że nie miałem za dużo okazji spotkać Polaków i z nimi dłużej porozmawiać. Zupełnie nie było to celowe działanie. Wiele osób z Polski do dziś pracuje na Islandii, na przykład w zakładach przetwórstwa rybnego, hutach aluminium i na co dzień nie miałem zbyt dużej możliwości nawiązania z nimi kontaktu.

Ł.B.: Przygotowując się do wyjazdu, tworzy Pan szczegółowy plan podróży czy tylko zarys, zostawiając sobie wiele miejsca na improwizację?
P.M.: Wybieram ten drugi sposób. Jadę w pewnym sensie nawet nieprzygotowany. Taka jest moja filozofia podróżowania. Lubię, jak coś mnie zaskakuje. Po powrocie zaczynam czytać, pogłębiam wiedzę o danym kraju, czyli robię to, co wielu podróżników robi na początku, przed wyjazdem.

Ł.B.: Jest pan dwukrotnym laureatem Nagrody Magellana za książki „Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat” oraz „Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia”. Jakie korzyści Panu jako podróżnikowi przynosi taka nagroda?
P.M.: Przede wszystkim jest to satysfakcja, że książka została doceniona i być może dzięki temu trafi do szerszego grona czytelników, a tym samym zarazi kogoś bakcylem podróży albo zainspiruje do pogłębienia wiedzy na jakiś temat, zachęci do kolejnej lektury.

Ł.B.: Dokąd planuje Pan udać się w następną podróż?
P.M.: Moim marzeniem jest teraz Grenlandia. Natomiast od wielu, wielu lat mam swój stały punkt na mapie, do którego wracam, czyli Japonię. Prawdopodobnie będzie to północ tego kraju, wyspa Hokkaido.

Ł.B.: A kolejna książka będzie dotyczyć?
P.M.: Kolejna książka, która, mam nadzieję, ukaże się w przyszłym roku, będzie o pracy w japońskiej firmie. Dla mnie jako autora jest to nowe wyzwanie. Tym razem nie będzie to książka podróżnicza, ale opowieść non-fiction o tym, jak zatrudnia się, pracuje i później odchodzi z japońskiego przedsiębiorstwa.

Ł.B.: Dziękuję za rozmowę.
P.M.: Dziękuję bardzo. Chciałbym serdecznie pozdrowić czytelników i bibliotekarzy z Opolszczyzny, miejsca, z którego wyruszyłem w podróż zwaną życiem i do którego zawsze z największą radością wracam.

[30.09.2019 r.]

Piotr Milewski pisarz, podróżnik, fotografik. Laureat Nagrody Magellana. Autor książek: „Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej”, „Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia” oraz „Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat”.