Nr 4/2019 (LXIII) ISSN 2083-7321




Bożena Ratajczak
PMWSZ w Opolu


Tłumacz jako twórca/ The translator as a creator


Polish version:
Nikt nie zaprzeczy, że tłumacz dzieła literackiego odgrywa olbrzymią rolę w nadaniu specyficznego, bardzo twórczego charakteru przekładowi na język obcy. Wybitni tłumacze, szczególnie współcześnie, są prawdziwymi autorytetami w swoich dziedzinach, zdobywają liczne nagrody, uczestnicząc w branżowych konkursach, są znanymi postaciami w świecie literatury. A co z tłumaczami dzieł naukowych? Przecież to właśnie dzięki nim uczymy się o świecie i to od stuleci. Przekład konsoliduje całą ludzką pisemną spuściznę, nadaje jej międzynarodowy, a więc także uniwersalny charakter.

Rozmowa z tłumaczem książek naukowych, dr n. med. Magdaleną Golachowską (rozmawiała Bożena Ratajczak, Sekcja Nauki PMWSZ w Opolu).


Magdalena Golachowska

Magdalena Golachowska: ukończyła Uniwersytet Wrocławski w specjalności biochemia medyczna. Tytuł doktora nauk medycznych zdobyła w holenderskim Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Groningen, badając zaburzenia metabolizmu i wchłaniania jelitowego u noworodków (Microvillus Inclusion Disease). Wykłada jako nauczyciel akademicki w PMWSZ w Opolu, Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu (m.in. biochemia żywności, dietetyka i poradnictwo, dietoterapia chorób, fizjologia układu pokarmowego). Współpracuje z licznymi instytucjami zajmującymi się zdrowym odżywianiem i zdrowym trybem życia. Jest członkiem Polskich Towarzystw: Psychodietetyki, Dietetyki, Technologów Żywności i Stowarzyszeń: Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej, Chorych na Hashimoto. Jako doradca żywieniowy udziela porad w Instytucie Psychodietetyki we Wrocławiu (https://instytutpsychodietetyki.pl). Mówi o sobie: „Specjalizuję się w ogólnosystemowym podejściu do pacjenta. Zdrowie jest pojęciem szerokim i często wykracza poza samo prawidłowe odżywianie…” Magdalena była redaktorem zarządzającym w międzynarodowym wydawnictwie naukowym De Gruyter Open w dziedzinie publikacji z nauk o żywności, rolnictwa, leśnictwa i weterynarii.

Przetłumaczyła na język polski z języka angielskiego niezwykle ciekawe książki prezentujące nowatorskie podejście do spraw zdrowia, leczenia i żywienia, oparte na najnowszych badaniach naukowych:

  1. dr Justin i Erica Sonnenburg: Zdrowie zaczyna się w brzuchu, Galaktyka 2015: www.galaktyka.com.pl/product,,745.html;
  2. dr Martin Blaser: Utracone mikroby. Brakujące ogniwo zdrowia i gorzka prawda o nadużywaniu antybiotyków, Galaktyka 2016: www.galaktyka.com.pl/product,,778.html ;
  3. lek med. Michelle Perro, V. Adams: Dlaczego nasze dzieci chorują. Jak żywność przetworzona przyczynia się do epidemii chorób przewlekłych i co rodzice (oraz lekarze) mogą z tym zrobić?, Galaktyka 2018: www.galaktyka.com.pl/product,,938.html

Bożena Ratajczak: O tłumaczach dzieł literackich mówi się często, że to niespełnieni autorzy. A co powiedziałabyś o tłumaczach utworów naukowych czy popularnonaukowych?
Magdalena Golachowska: (uśmiech) No cóż. W sumie ja zaczęłam jednak od publikacji swojej książki. W Holandii praca doktorska jest wydawana jako pełnoprawna książka, z odrębnym numerem ISBN. Cały proces jej tworzenia, od kwestii merytorycznych, czyli opisania najistotniejszych wyników 4-letnich eksperymentów w laboratorium (niektóre rozdziały były publikacjami naukowymi, pisanymi razem z moim promotorem i innymi naukowcami zaangażowanymi w projekt), po edycję tekstu, tworzenie rysunków, projekt okładki i nadzór nad drukiem musiałam zrobić samodzielnie. Pod tym kątem jestem więc całkowicie spełniona☺.

Praca doktorska jest dostępna bezpłatnie on-line, i co ciekawe, wciąż jest ściągana i czytana, i służy kształceniu i rozwijaniu nauki.

[Golachowska MR. Microvillus Inclusion Disease. Lessons about the apical plasma membrane. Groningen: s.n., 2011. 214 p. www.rug.nl ]

Kolejną przygodą była praca edytora zarządzającego w polskim wydawnictwie naukowym typu open source Versita, które wkrótce stało się częścią jednego z najstarszych na świecie wydawnictw – De Gruyter (dział De Gruyter Open; www.degruyter.com). Moim zadaniem była pomoc i wsparcie dla naukowców, którzy chcieli opublikować swoje aktualne badania w formie książki. Co ciekawe, książki dostępnej w całości za darmo on-line (Open Access). Było to w czasach początków dyskusji na temat powszechnego bezpłatnego dostępu do wyników badań, finansowanych przecież z publicznych pieniędzy. Byliśmy więc poniekąd pionierami w tej materii, przecierającymi nowy szlak darmowego dostępu do materiałów naukowych, i przełamującymi powszechne przekonanie, że wysoka jakość musi zawsze mieć wysoką cenę i być dostępna tylko dla uprzywilejowanych.

W ten sposób, w moim dziale nauk o żywności, weterynarii, rolnictwa i leśnictwa, powstały 3 książki:
Chandra De L, Pathak P, Rao AN, Rajeevan PK, Commercial Orchids, DGO, 2014 www.degruyter.com

Brodie G, Jacob MV, Farrel P, Microwave and Radio-Frequency Technologies in Agriculture. An introduction for agriculturalists and engineers, DGO, 2015 www.degruyter.com

Latawiec AE, Agol D Sustainability Indicators in Practice, DGO 2015 www.degruyter.com

Było to więc kolejne doświadczenie w dziedzinie tworzenia książek naukowych.

BR: Dlaczego zdecydowałaś się na tłumaczenie książek? Rozumiem, że popularyzacja zagadnień żywienia, którymi zajmujesz się naukowo i zawodowo, ma tu niebagatelne znaczenie.
MG: Przygoda z tłumaczeniem zaczęła się dzięki rodzinnemu networkingowi ☺. Mój kuzyn, pisarz i tłumacz, naukowiec, polarnik, Mikołaj Golachowski, przesłał moje nazwisko do edytora, który szukał specjalisty do przetłumaczenia książki popularnonaukowej dotyczącej mikroflory jelitowej. Moja próbka tłumaczenia została zaakceptowana, dogadaliśmy się, dostałam więc cały manuskrypt w języku angielskim i wyznaczone terminy oddawania tłumaczeń poszczególnych rozdziałów.

Podjęcie się tłumaczenia było dla mnie nowym i bardzo ciekawym wyzwaniem. Zawsze uważałam, że umiejętności i wiedzy nigdy dość ☺, a tu mogłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

W pracę każdego specjalisty zajmującego się biologią i zdrowiem człowieka (lekarza, dietetyka czy nauczyciela) wpisane jest ustawiczne kształcenie – ale nie da się przeczytać wszystkich prac w oryginale ani być na wszystkich konferencjach. Nowe informacje napływają coraz szerszym strumieniem, niemożliwym już do ogarnięcia.

Stąd obecnie w nauce „moda” na meta analizy, czyli publikacje podsumowujące wyniki kilkudziesięciu innych prac, ale także moda na popularyzację tej wiedzy w strawniejszej formie i dla szerszego grona.

Ta pierwsza tłumaczona książka, jak i kolejne, były niezwykle ciekawe. Zawierały naprawdę ogromną dawkę wiedzy naukowej, opisy wielu eksperymentów i obserwacji, które były publikowane w recenzowanych czasopismach naukowych. Publikacje są czytane niemal wyłącznie przez naukowców, i to z tej samej dziedziny, no i też czasem przez innych bardzo dociekliwych ludzi. Dostęp do nich jest płatny, język suchy, niełatwo się je czyta i trudno wyciągać z nich wnioski. Zresztą przekonwertowanie wyników z badań eksperymentalnych na liniach komórkowych, tkankach czy zwierzętach na zalecenia dla ludzi jest niezwykle trudne i obarczone wieloma ograniczeniami. Jednak naprawdę sporo już wiadomo. Dlatego bardzo podziwiam i doceniam tych naukowców, którzy znaleźli czas i ochotę, by napisać o tym, co robią w tak przystępny sposób, wyciągając (bardzo ostrożnie, jak to naukowcy) wnioski i formułując zalecenia.

Faktem jest, że chyba nigdy nie przeczytałam żadnej książki tak uważnie, studiując każde zdanie wielokrotnie, myśląc nad najlepszym przetłumaczeniem pewnych wątków, sprawdzając każdy przypis i adnotację ☺. Jako czytelnik nigdy nie miałam potrzeby zgłębiać książki aż tak dokładnie. A prawdą jest, że im głębiej się zagląda, tym więcej widać. Dlatego te tłumaczenia były dla mnie nie tylko nową pracą do wykonania, ale bardzo intensywnym zanurzeniem się w dziedzinę funkcjonowania mikrobiomu i jego wpływu na organizm człowieka.

Właściwie każda książka zajmująca się odżywianiem i zdrowiem będzie cieszyć się popularnością. Książki są dość chętnie czytane, wiele koleżanek i kolegów po fachu, pacjentów i studentów je zna. Myślę, że cel, jakim jest popularyzacja tego tematu, jest satysfakcjonująco osiągany i cieszę się, że mogłam wziąć w tym udział.

BR: Przetłumaczyłaś już trzy książki. W jaki sposób wyróżniają się podejściem do ważnego, ale także bardzo modnego obecnie tematu żywienia?
MG: Pierwsza książka, czyli Zdrowie zaczyna się w brzuchu Justina i Ericki Sonnenburgów, miała swoją premierę w USA w kwietniu 2015r, a na polskim rynku ukazała się w październiku 2015. Rozeszła się jak ciepłe bułeczki i już w 2016 trzeba było dodrukować. Kolejna tłumaczona książka Utracone mikroby dr Martina Blasera pojawiła się w kwietniu 2016r, a trzecia Dlaczego nasze dzieci chorują M. Perro w maju 2018r.

To pokazuje jak wielkie było zainteresowanie i zapotrzebowanie na tego typu publikacje, zarówno jeśli chodzi o formę (popularnonaukową), jak i samą treść. Czas był idealny, bo w 2013 roku zakończył się tzw. Projekt Poznania Ludzkiego Mikrobiomu (Human Microbiome Project, 2008-2013; hmpdacc.org), czyli sekwencjonowanie i analiza „nieludzkich” genów, które jednak u człowieka są. Interpretacją tych danych zajmują się setki naukowców, stąd tak ogromna fala informacji, wyciąganych na ich podstawie wniosków i zaleceń. Wiele medycznych zagadek znalazło w końcu swoje rozwiązanie. Wiemy już, jak ważna jest kolonizacja noworodka odpowiednimi szczepami bakterii, które zostaną u niego aż do śmierci (i o wyższości porodu siłami natury nad cesarskim cięciem), jak ważne jest dbanie o podaż błonnika rozpuszczalnego w diecie (np. siemię lniane, płatki owsiane itp.), unikanie antybiotyków, jeśli nie są absolutnie niezbędne, unikanie żywności wysokoprzetworzonej, zawierającej antybiotyki (np. lody), konserwanty, pestycydy i inne nieodżywcze związki.

Prawidłowy skład mikroflory i prawidłowa dieta, wspierająca i ją, i nas, są absolutną podstawą zdrowia, profilaktyki i leczenia absolutnie wszystkich chorób u absolutnie wszystkich ludzi. Nie mówimy tu już wyłącznie o zaburzeniach układu pokarmowego (typu wzdęcia i stany zapalne, IBS, IBD), ale o zaburzeniach psychicznych (np. obniżony nastrój, stany depresyjne, depresja i inne poważniejsze choroby), zaburzeniach ze spektrum autyzmu, wszelkich chorobach autoimmunologicznych (celiakia, Hashimoto, stwardnienie rozsiane, AZS, RZS i inne), chorobach przewlekłych, np. astma, alergie, chorobach tzw. Cywilizacyjnych, jak miażdżyca, nadciśnienie, nadwaga i otyłość, wszelkiego typu nowotworach… Nic więc dziwnego, że temat mikroflory (czy ogólnie mikrobiomu) cieszy się takim zainteresowaniem u wszystkich ludzi (rodziców, chorych, lekarzy, dietetyków) i można powiedzieć, że zapoczątkował nową erę w medycynie.

BR: W jaki sposób przygotowałaś się warsztatowo do tłumaczeń z języka angielskiego?
MG: W zasadzie nie miałam żadnego wcześniejszego przygotowania specjalnie pod tłumaczenia. Dostałam tekst i po prostu usiadłam do pracy. Przyznam w tajemnicy, że nie przeczytałam całej książki od razu, ale tłumaczyłam na bieżąco, w miarę czytania kolejnych rozdziałów. Bardzo pomogło mi to utrzymać maksymalne skupienie i zaangażowanie – sama byłam niezwykle ciekawa, co będzie dalej.

BR: Jakie są Twoim zdaniem szczególnie przydatne kompetencje tłumacza tekstów naukowych?
MG: Uważam, że na pewno pomaga bycie specjalistą w danej dziedzinie nauki i znajomość fachowego języka. Wtedy o wiele łatwiej zrozumieć szczegóły naukowe, intencje autora i linię przewodnią danego rozdziału i całej książki. Kiedyś miałam przyjemność robić korektę ekspercką tłumaczenia zrobionego przez biuro tłumaczeń (fachowych językowo, ale nie merytorycznie) – w polskim tekście pojawił się zwrot „węglowodany skomplikowane”, zamiast „węglowodany złożone”. Śmiechu było sporo ☺.

Myślę, że przydaje się też wykształcenie akademickie i/ lub własne doświadczenie (plus szkolenia) z zakresu pisania naukowego, prezentacji wyników, ale też i nauczania.

W toku swojego kształcenia miałam to szczęście, że zarówno na studiach z biotechnologii na Uniwersytecie Wrocławskim, jak i na doktoracie na wydziale medycznym w Groningen w Holandii miałam bardzo dobrych nauczycieli, promotorów i możliwość uczestnictwa w kursach doszkalających właśnie z dziedziny prezentacji i pisania naukowego. Bywałam (i nadal bywam) na wielu szkoleniach, konferencjach, w Polsce i za granicą, gdzie, obok pochłaniania samej treści, przyglądam się uważnie stronie technicznej. Dlaczego jednego wykładowcy słucha się z zapartym tchem i wszystko wydaje się logiczne i zrozumiałe, a przy innym zasypia się po trzech minutach? Jakich używa słów, jakich zwrotów, porównań, schematów? Czy patrzy na słuchaczy i widząc zmarszczone czoła, próbuje coś wytłumaczyć w inny sposób?

Z kolei w publikacjach naukowych (zwłaszcza polskich) przez wiele lat obowiązywała niepisana zasada, by manuskrypt zawierał dużo technicznych słów, bardzo długie wielokrotnie złożone zdania, bo im bardziej „trudny w odbiorze” tym większa jego wartość merytoryczna i tym mądrzejszy autor, prawda? Ech…

A przecież pokazując swoje badania lub ucząc studentów, najważniejsze to być dobrze zrozumianym. Akcent położony jest na odbiorcy, a nie na osobie prezentera, popisującego się swoją erudycją. Wymusza to poukładanie informacji w pewien logiczny ciąg, używanie słów i zwrotów zrozumiałych dla większości, stosowanie metafor, które ułatwią wyobrażenie sobie pewnego zjawiska. Sztuka bycia rozumianym to piękna dziedzina, warta ustawicznego dokształcania ☺, ale dająca przy tym bardzo dużo satysfakcji. Często powtarzam, że nie ma nic przyjemniejszego, niż widok zrozumienia i olśnienia na twarzach słuchaczy, którym wreszcie pewne fakty poukładały się w jasną całość.

Takie umiejętności na pewno pomogą po pierwsze w zrozumieniu „co autor miał na myśli” oraz gładkim przetłumaczeniu zarówno treści, jak i intencji na ojczysty język.

BR: A cechy osobowościowe?
MG: Myślę, że najważniejsza jest szczera chęć, aby zapewnić czytelnikowi łatwość w zrozumieniu treści i przyjemność w czytaniu tekstu. To jak przygotowanie pięknie pachnącej, wyglądającej i, nomen omen, pożywnej uczty!

Owszem można przetłumaczyć słowo po słowie, skupiając się wyłącznie na aspekcie merytorycznym, ale często wychodzi z tego ciężkostrawna zbitka. Entuzjazm, zaangażowanie i poczucie lekkości jest w tej pracy bardzo przydatne!

BR: Co jest najtrudniejsze w pracy tłumacza książek naukowych: specjalistyczna nomenklatura, styl autora?
MG: Dla mnie najtrudniejszy był fakt, że doba ma tylko 24h ☺. Książki tłumaczyłam „po godzinach”, pracowałam przecież na uczelni (właściwie to na dwóch uczelniach), udzielałam porad żywieniowych pacjentom (w porywach nawet w 4 gabinetach). Tłumaczenia nie da się robić w biegu. Trzeba zagwarantować sobie przynajmniej 2-3 godziny ciszy, spokoju, wyłączyć telefon i zamknąć drzwi, żeby móc skupić się maksymalne i żeby praca szła sprawnie. Często było to możliwe dopiero bardzo późnym wieczorem i w nocy. Trudno było więc utrzymać właściwą równowagę między pracą a odpoczynkiem.

Jeśli chodzi o styl autorów, sama pochodzę ze środowiska naukowego, a więc styl naukowy, sposób wyjaśniania zagadnień, prowadzenia wątku jest mi bliski i zrozumiały. W zasadzie nigdy nie napotkałam na problem, że nie wiem, „co autor miał na myśli”. Choć w trzeciej książce, pisanej przez lekarza, a nie naukowca, na początku rzeczywiście musiałam przyzwyczaić się do innego stylu i pierwszy rozdział był bardzo trudny do przebrnięcia.

BR: Jak wierne jest tłumaczenie? Czy jest tu „szlifowanie” stylu, aby był np. bardziej zrozumiały dla polskiego odbiorcy, czy np. „trudny” styl autora zostaje, aby jak najwierniej oddać charakter tekstu?
MG: Edytor w wydawnictwie zawsze powtarzał, że z tłumaczeniami jest jak z kobietą – albo jest piękna, albo wierna, a książki popularyzujące wiedzę mają być przede wszystkim przystępne i przyjemne w czytaniu ☺.

Oczywiście, chodzi o to, żeby przekazać treść, czyli konkretne informacje, które absolutnie muszą być zgodne z oryginałem, ale także formę, czyli intencje i styl autora. Wcale nie trzeba tłumaczyć wyraz po wyrazie czy nawet zdanie po zdaniu. Jest to niewykonalne, choćby ze względów odmiennej gramatyki tych języków, nie mówiąc już o aluzjach, grze słów czy idiomach.

W trakcie tłumaczenia pierwszej książki Zdrowie zaczyna się w brzuchu trafiałam na bardzo wiele idiomów, gier słownych, aluzji do zwrotów, wydarzeń, cytatów z filmów czy szkolnych rymowanek, które dla amerykańskiego odbiorcy są powszednie, a w polskich realiach są zupełnie niezrozumiałe. Zresztą już sam tytuł oryginału Good Gut, czy pojawiające się często „gut feeling” są kompletnie nieprzetłumaczalne.

To było świetne zadanie, rodem z szarad i łamigłówek. Często też angażowałam swoich bliskich i znajomych i robiliśmy burzę mózgów, wymyślając propozycje dla polskiego odbiorcy, znajdując analogie w polskiej kulturze, by utrzymać tę lekkość, swadę i mrugnięcie oka do czytelnika. Gdy nie było to możliwe, zostawaliśmy wyłącznie przy wierności.

BR: Co jest ważniejsze w tłumaczeniu – kompetencje naukowe czy kompetencje językowe?
MG: Według mnie zdecydowanie kompetencje naukowe, umiejętność zrozumienia treści i intencji autora oraz umiejętność wytłumaczenia innym, o co mu chodzi.

Proszę też pamiętać, że w dobrych wydawnictwach książka nie przechodzi tylko przez ręce tłumacza, ale także trafia do korekty językowej (dobry polonista) i korekty merytorycznej (inny specjalista z dziedziny). Przy współpracy z wydawnictwem Galaktyka cały proces wyglądał tak: pierwszy szkic mojego tłumaczenia trafiał do korekty językowej, wracał do mnie do akceptacji, potem trafiał do korekty merytorycznej, wracał do mnie do akceptacji, szedł znów do korekty językowej i znów wracał do akceptacji. Czasem pojawiały się dyskusje i burze mózgów, zwłaszcza gdy w języku polskim nie było jeszcze ugruntowanego odpowiednika. Tak było w przypadku „mikrobioty”, „mikrobiomu” – ojj, wiele osób i fachowców językowych się tutaj wypowiadało ☺.

Równolegle pracowaliśmy też nad przypisami na dole strony wyjaśniającymi pewne zagadnienia polskiemu czytelnikowi, nad przypisami końcowymi, indeksem, „teaserami” pisanymi przez obcojęzycznych krytyków. Gdy całość była już mniej więcej gotowa, trzeba było przeczytać wszystko jeszcze ze dwa razy, wygładzając wszystko na czysto.

Według mnie absolutnie konieczne jest, by nad tekstem pochyliła się jeszcze jakaś osoba, najlepiej specjalista językowy. Tłumacz ma się skupiać na przekazie, a trudno być ekspertem we wszystkich dziedzinach na raz.

BR: Ile procent tłumacza znajdziemy w takim razie w tekście?
MG: Myślę, że sprawdza się tu zasada 80/20. Informacje, pomysł i styl w większości należy do oryginalnego autora, ale około 20% to „wolny przekład” wraz z pomysłami, stylem i osobistym akcentem każdego tłumacza.

Widać to w tłumaczeniach literatury pięknej, a zwłaszcza poezji – wielu wybitnych polskich literatów brało na warsztat to samo dzieło, a efekt końcowy był zawsze nieco inny.

W tłumaczeniach dzieł typowo naukowych nie ma zbyt szerokiego pola do manewru, liczą się tylko fakty. Taką książką były Utracone mikroby – dość zwięzłe i konkretne, pisane z perspektywy doświadczonego naukowca. Natomiast książka Zdrowie zaczyna się w brzuchu pisana była również przez naukowców mikrobiologów, ale z perspektywy rodziców, którzy zrewidowali swoje odżywianie dopiero, gdy ich dzieci i oni sami zaczęli mieć problemy ze zdrowiem. Styl jest więc bardziej potoczny i barwny, naszpikowany aluzjami, metaforami, i drobnymi żarcikami. W tej książce jest nieco więcej pomysłów tłumacza. Z kolei w publikacji Dlaczego nasze dzieci chorują? odważyłam się napisać niemal całą stronę „po swojemu”. Dotyczyło to budowy nabłonka jelitowego i połączeń międzykomórkowych w kontekście szczelności bariery jelitowej – kwestii z mojej pracy doktorskiej – które chciałam wyjaśnić w bardziej przystępny sposób (str. 116). Zmiana ta spodobała się naszemu zespołowi edytorskiemu i została zaakceptowana. Mam nadzieję, że autorki o tym się nie dowiedzą ☺.

BR: W jaki sposób konkretny tytuł trafia do Ciebie? Czy to inicjatywa wydawnictwa, czy może sugerujesz pozycje, które powinny znaleźć się na polskim rynku wydawniczym?
MG: Książki, które do tej pory przetłumaczyłam, były wyszukane z inicjatywy edytora, pana Marka Janiaka, z wydawnictwa Galaktyka. I były to strzały w dziesiątkę. Jesteśmy w kontakcie i czasem wysyłam do niego propozycje książek i nowych tłumaczeń. Może coś z tego wyjdzie, zobaczymy.

BR: Czy znasz lub kontaktujesz się z autorami książek?
MG: Przyznam, że nie. Treść książki w oryginale była na tyle zrozumiała, że w sumie nie było potrzeby kontaktu z autorami. Nie było też okazji (autorzy tych książek pochodzą z USA), by się spotkać. A szkoda, bo to niezwykłe osobistości.

BR: Ile przeciętnie czasu zajmuje tłumaczenie książki?
MG: Cały proces to około 5 miesięcy intensywnej pracy, łącznie z wszystkimi korektami, poprawkami. Czas niestety goni i nie można pozwolić sobie na opóźnienia. Tłumaczenie to jednak bardzo intensywny wysiłek intelektualny i nie można tego robić przez wiele godzin każdego dnia. Średnio to około 2-3 strony na godzinę, a moim rekordem było 20 stron jednego dnia (bez większych poprawek). Nie wiem, jak to jest u „zawodowych” tłumaczy – może brak innych obowiązków skraca czas ich pracy?

BR: Czy możesz polecić czytelnikom inne tytuły z literatury opartej na wiedzy?
MG: Och, świetnych publikacji jest tak wiele, że trzeba byłoby zaopatrzyć się od razu w nowy regał na książki. W temacie szeroko pojętego zdrowia pozycje podstawowe to na pewno:
Dean Ornish, Spektrum, Wydawnictwo Druga Strona, 2015
J Fung, Głodówka krok po kroku. Rodzaje głodówek i ich pozytywny wpływ na zdrowie, Galaktyka 2018
S. Shanker, T. Barker, Metoda samoregulacji Self-reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości, 2016
R.M. Sapolsky, Dlaczego zebry nie mają wrzodów. Psychofizjologia stresu, PWN, 2019

BR: Co teraz czytasz?
MG: Aktualnie fascynuje mnie zagadnienie epigenetyki, czyli regulacji ekspresji genów, a przez to regulacji szlaków metabolicznych i poziomu hormonów, czyli w praktyce – funkcjonowania całego organizmu. Na tę regulację ma wpływ szereg czynników środowiskowych – nie tylko dieta (to zagadnienie szczegółowo bada nutrigenetyka), ale także wysiłek fizyczny (300 minut tygodniowo), pora zasypiania (najlepiej ok. 22:00) i cykl okołodobowy, poziom napięcia (stresu) i umiejętność jego rozładowywania, więzi i relacje międzyludzkie, stan emocjonalny i myśli (pozytywne!) czy też czyste środowisko (brak smogu, przebywanie w naturze). Co jeszcze ciekawsze, poziom ekspresji genów dopasowujący funkcjonowanie danego człowieka do warunków, w jakich żyje, jest dziedziczny. Możemy więc dostać w spadku od dziadków i rodziców świetne zdrowie lub też chorobę, na którą nie zdążyliśmy jeszcze sobie sami zapracować.

Epigenetyka i dziedziczenie epigenetyczne tłumaczy kolejną lukę w medycynie – skąd się biorą choroby dorosłych u dzieci? Dlaczego ludzie tak różnie reagują na leczenie? Jak rozwijają się choroby przewlekłe? Rozumiejąc te mechanizmy, możemy skuteczniej działać zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu. Skoro ekspresja genów jest modyfikowalna i możemy kontrolować i zmieniać niemal wszystkie czynniki środowiskowe, to pole do manewru jest przeogromne (a do tego łatwe i tanie).

Aktualnie, obok publikacji z czasopism naukowych, czytam i studiuję C i L Shanahan DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie, Galaktyka 2019 – duża dawka wiedzy i świetnie przetłumaczony tekst!

BR: Dziękuję za rozmowę i czekamy na kolejne tłumaczenia!

English version:
No one can deny the prominent role of a translator in giving translated literary works a specific and highly creative character. Recently, notable translators have become real authorities in their fields, receiving awards in professional competitions and gaining fame in the literary world. What about translators dealing with academic texts? They are the ones that have been helping us learn about the world for centuries; the translation act consolidates all written human legacy and gives it both international and universal character.

An interview with a translator of academic publications, Magdalena Golachowska, PhD in medical sciences (interviewer: Bożena Ratajczak, Science Section at PMWSZ in Opole).

Magdalena Golachowska: University of Wrocław graduate, specialising in medical biochemistry. She gained her PhD in medical sciences at the University Medical Centre Groningen for research on the metabolic disorders and intestinal absorption in new-borns (microvillus inclusion disease). She currently is a lecturer at PMWSZ in Opole, SWPS University of Wrocław (courses include food biochemistry, dietetics and consulting, dietary treatment of illnesses, gastrointestinal tract physiology). Magdalena cooperates with numerous institutions dealing with healthy nutrition and lifestyle. She is a member of the Polish Association of Psycho-dietitians and the Polish Association of Dietitians as well as the Polish Coeliac Society and the Polish Society of Hashimoto’s Patients. Advises at the Institute of Psychodietetics in Wrocław as a nutritionist (instytutpsychodietetyki.pl). Says about herself: “I specialise in a system-wide approach to patients. Health is a very broad term and frequently exceeds the issues of healthy nutrition...”

Magdalena was the executive editor in an international scientific publication De Gruyter Open, dealing with issues of nutrition sciences, agriculture, forestry and veterinary sciences.

She translated, from English to Polish, several fascinating books that outline an innovative approach to health, therapy and nutrition on the basis of the most recent scientific research:

  1. dr Justin i Erica Sonnenburg: Zdrowie zaczyna się w brzuchu, Galaktyka 2015: www.galaktyka.com.pl/product,,745.html;
  2. dr Martin Blaser: Utracone mikroby. Brakujące ogniwo zdrowia i gorzka prawda o nadużywaniu antybiotyków, Galaktyka 2016: www.galaktyka.com.pl/product,,778.html ;
  3. lek med. Michelle Perro, V. Adams: Dlaczego nasze dzieci chorują. Jak żywność przetworzona przyczynia się do epidemii chorób przewlekłych i co rodzice (oraz lekarze) mogą z tym zrobić?, Galaktyka 2018: www.galaktyka.com.pl/product,,938.html

Bożena Ratajczak: It is often said that unfulfilled authors become literary translators. What would you say about translators of scientific or pop-science works?
Magdalena Golachowska: (smile) Well, I actually started from publishing my own book. In the Netherlands, a PhD thesis is published as a fully-fledged book with its own ISBN number. I had to do this all on my own – the entire process of creating the thesis, from content-based issues, describing the crucial results of 4 years of experiments in a lab (some chapters were academic publications written with my thesis supervisor and other researchers involved in the project), text editing, preparing figures, cover design and supervising the printing. In this respect, I really feel fulfilled ☺.

The thesis is available on-line free of charge; interestingly enough, it is still being downloaded and read, used to learn and develop research.

[Golachowska MR. Microvillus Inclusion Disease. Lessons about the apical plasma membrane. Groningen: s.n., 2011. 214 p. www.rug.nl ]

My next adventure was the position of a managing editor in a Polish open source scientific publication entitled Versita, which soon became a part of one of the world’s oldest publishing houses – De Gruyter (De Gruyter Open department; www.degruyter.com). My task was to help and assist scientists who wanted to publish their current research in a book format. Curiously enough, the books are fully accessible on-line without any payment (open access). It happened at the beginning of the discussion about free-of-charge public access to research results, which were financed from public funds. In a way, we were pioneers who blazed the new trail of open access to academic materials and broke the common stereotype that high quality has to come at a high price and be available only to the privileged.

This was how we prepared 3 books in my sector on nutrition, veterinary sciences, agriculture and forestry:
Chandra De L, Pathak P, Rao AN, Rajeevan PK, Commercial Orchids, DGO, 2014 www.degruyter.com

Brodie G, Jacob MV, Farrel P, Microwave and Radio-Frequency Technologies in Agriculture. An introduction for agriculturalists and engineers, DGO, 2015 www.degruyter.com

Latawiec AE, Agol D Sustainability Indicators in Practice, DGO 2015 www.degruyter.com

Therefore, my next experience was preparing academic book format publications.

BR: Why did you decide to translate books? I understand that popularising the issues of nutrition, your academic and professional interests, play a major role.
MG: My translation adventure began as a result of family networking ☺. My cousin, a writer, a translator, a scientist and a polar explorer, Mikołaj Golachowski, forwarded my name to an editor looking for a specialist that could translate a pop-science book on intestinal microflora. My sample was accepted, we made a deal, and I received the entire manuscript in English with deadlines for submitting translations of particular chapters.

Completing a translation project was a new and very interesting challenge. I have always believed that you can never say you have enough knowledge and skills ☺, so here I could kill two birds with one stone.

The activities of every specialist dealing with human biology and nutrition (medical practitioner, dietician or lecturer) include the component of lifelong learning; however, it is impossible to read all works in their original language or attend every conference. The inflow of new information is an increasingly wide current, impossible to embrace.

Hence the scientific “trend” for meta analyses, so publications summing up the results of dozens of other research projects. Another fashion in science regards popularising this knowledge in a form that is both more digestible and accessible to a wider group of recipients.

This first translated book as well as all the next ones were very interesting. They contained huge amounts of academic knowledge, descriptions of numerous experiments and observations published in peer-reviewed academic journals. These publications are read mostly by academics from the same field, sometimes by very curious people. You have to pay for access, the language is quite dry, they are not easy to read and draw conclusions. Anyway, adjusting experimental results for cell structures, tissues or animals to recommendations for humans is very difficult and subject to many restrictions. But we really know a lot now. So I really admire and appreciate those scientists for finding the time and enthusiasm to write about what they do in a way that is easy to understand, drawing (very cautiously, as every scientist) conclusions and formulating recommendations.

In truth, I probably never read a book so carefully before, dissecting every sentence a few times, thinking about the best way to translate some threads, checking every footnote and remarks ☺. As a reader, I didn’t feel the need to examine a book so closely. However, the deeper you reach, the more you see. This is why those translations were both a new task to undertake and an intense immersion in the issues of microbiome functioning and its influence on the human organism.

Pretty much every book on nutrition and health will gain popularity. These books are read often; many colleagues, patients and students know them. I think that the goal of popularising those issues is being reached rather satisfactorily and I am very happy to be a part of the process.

BR: You have translated three books. How are they different in their approach to the important and very trendy subject of nutrition?
MG: The first book entitled Zdrowie zaczyna się w brzuchu by Justin and Ericka Sonnenburg premiered in the USA in April 2015 and became available on the Polish market in October 2015. It was sold out like the proverbial hotcakes and more copies had to be printed in 2016. The next book I translated was Utracone mikroby by dr Martin Blaser, published in April 2016, while the third book – printed in May 2018 – is entitled Dlaczego nasze dzieci chorują by M. Perro.

There is a great interest and demand for such publications, both with regard to their form (pop-science) and content. The timing was perfect as the Human Microbiome Project (2008-2013; https://hmpdacc.org), so sequencing and analysing “non-human” genes which are, nevertheless, found in humans, was completed in 2013. Hundreds of scientists are handling the interpretation of obtained data, generating this huge wave of information, drawn conclusions and recommendations. Many medical mysteries were finally solved. We know now how important it is for a new-born to be colonised with proper bacteria that will stay with the individual till death (and the primacy of natural birth over c-section), how significant soluble fibre (e.g., linseed, rolled oats, etc.) in diet is; we know that we should avoid antibiotics unless completely necessary as well as refrain from highly-processed food with antibiotics (e.g., ice cream), preservatives, pesticides and other non-nutritive substances.

Both a proper composition of microflora and diet that supports both the human and the microflora are essential for health, prophylaxis and treatment of all illnesses in all people. It’s not only about disorders of the gastric system (such as bloating or inflammation, IBS, IBD), but also psychiatric disorders (e.g., lower spirits, depressive states, depression and more serious illnesses), Autism spectrum disorders, any autoimmune disease (Coeliac, Hashimoto, multiple sclerosis, AD, RA and other), chronic conditions such as asthma or allergies, so-called lifestyle diseases, such as atherosclerosis, hypertension, overweight and obesity, various types of cancer... No wonder that the issue of microflora (or, generally speaking, microbiome) draws so much attention of all persons (parents, patients, doctors, dieticians) and it may even be said that it started a new era in medicine.

BR: How did you prepare your workshop for translations from English?
MG: I actually did not have any prior experience that was specific to translation. I received the text and started working on it. I can say, in secret, that I did not read the whole book at once, but translated it on an ongoing basis, as I was reading the chapters. It helped me keep maximum focus and engagement - I was curious myself what the next topic was going to be.

BR: In your opinion, what are the particularly useful competences of a translator of scientific texts?
MG: I think that being a specialist in this particular field and knowing the professional lingo surely help. It’s easier to understand scientific details, author’s intentions and the main thought of a chapter and the entire book. I had the pleasure of performing a specialist proofreading service for a translation done by a translation agency (professional language-wise, but not science-wise); the Polish text used the term “węglowodany skomplikowane” instead of “węglowodany złożone.” I had a good laugh ☺.

I also think that it is helpful to have a higher degree and/or own experience (plus training) in academic writing, presenting research results as well as teaching.

In the course of my education, both while studying biotechnology at the University of Wrocław and during PhD studies in Groningen in the Netherlands, I was very lucky to have great teachers and thesis supervisors as well as the opportunities of attending courses on improving presentation and academic writing. I attended (and still do) many training courses and conferences, both in Poland and abroad, where - apart from absorbing the knowledge - I take a closer look at the technicalities. Why are you breathless during some lectures and everything seems logical and understandable, while falling asleep after three minutes during others? What words, expressions, analogies, templates are used by such engaging lecturers? Does the person look at the audience and tries to explain the issue differently upon seeing their frowns?

Furthermore, there was an unwritten rule of preparing academic texts (especially Polish ones) that the manuscript should include a lot of technical jargon, long and convoluted sentences; the more “difficult to grasp”, the greater the content-based value and author’s intellect, right? Eh...

Being understood is the most important thing in showing own research or teaching students. The focus is on the recipients, not the presenters who want to show off their erudition. It forces a more logical arrangement of information, using words and expressions understandable for most, applying metaphors that will make it easier to visualise a particular phenomenon. The art of being understood is a beautiful area, worth the effort of continuous education ☺ and bringing a lot of satisfaction. I frequently say that there is nothing more pleasurable than seeing the understanding and clarity in the faces of your audience as they have finally put some pieces together.

Such skills surely help in finding out “what the author had in mind” and smoothly translating both the content and intention into one’s own native language.

BR: What about personality traits?
MG: I think that the honest devotion to ensuring that the reader finds the text both easy to understand and pleasurable to read is of the essence. It’s like preparing a beautifully smelling, looking and, nomen omen, nutritive feast!

Yes, it is possible to translate word for word and focus only on the content-based aspects, but the result is often stodgy. Enthusiasm, engagement and the feeling of ease are very important in this line of work!

BR: What is the most difficult aspect of translating academic books: specialist vocabulary, author’s style? MG: For me, it was the fact that a day has only 24 hours ☺. I translated the books “after hours” as I was working at the university (actually two) and provided nutrition advice to patients (sometimes at 4 offices). And you cannot translate on the run. To focus properly and progress efficiently, you have to have at least 2-3 hours of peace and quiet, with your phone turned off and doors closed. Sometimes it was possible only in the late evening or at night. It was difficult to maintain a proper balance between work and relaxation.

When it comes to author’s style, since I have an academic background, the scientific style, manner of explaining concepts and unfolding issues is familiar and comprehensible to me. I think I never met with a problem in identifying “what the author had in mind.” Although, in the third book - written by a doctor of medicine, not a scientist - it took some initial adjusting to a different style and the first chapter was difficult to grasp.

BR: How faithful is the translation? Is it more about “polishing” the style to make it, e.g., more suited to a Polish reader or the “complex” style of the author remains so the target text delivers a close rendition of the text’s character? MG: The editor at the publishing house always compared a translation to a woman - it can be either beautiful or faithful, while books popularising science are to be, most of all, easily accessible and pleasant to read ☺.

Obviously, the goal is to forward the knowledge, so specific information that has to be fully in line with the source, as well as the form, so author’s intentions and style. You don't have to translate word for word, or even sentence by sentence. It’s impossible for many reasons such as different grammatical systems of those languages, not to mention allusions, word play or idioms.

When translating the first book, “Zdrowie zaczyna się w brzuchu”, I encountered many idioms, word plays, allusions to expressions, events, movie quotes or school rhymes, all of them natural for an American recipient, but completely incomprehensible for the Polish audience. The very title, “Good Gut”, and the recurring phrase “gut feeling” are simply untranslatable.

It was a great challenge, just like charades or puzzles. I often invited my friends and family to brainstorm some suggestions for a good term in Polish and find analogies in the Polish culture, all to maintain the lightweight tone, zest and wink at the reader. When it was impossible, we stayed faithful to the source.

BR: What is more important in translation - scientific knowledge or linguistic competence?
MG: From my perspective, definitely scientific knowledge, the ability to understand the content and author’s intentions as well as being able to explain all of that to others.

Remember that good publishing houses pass on the text to the translator, then to proofreading (a good Polish linguist) and content-based verification (another specialist in the field). The entire process at the Galaktyka publishing house looked like this - the first draft of my translation was proofread by a Polish person, returned to me to validate, then it was forwarded for specialist proofreading, validated by me again, to finally be proofread once again by a linguist and get back to me for a final look. Sometimes we discussed and brainstormed, especially when there were no established equivalents in Polish. That was the case in “microbiota”, “microbiome” - well, many persons and language specialists commented upon that ☺.

Simultaneously, we worked on footnotes at the bottom of a page which would explain some ideas to Polish readers, end notes, indices, teasers written by foreign critics. When the whole book was more or less finished, it had to be read again at least twice to smooth out everything.

I believe that it is crucial to give the text to another person, preferably a linguist. The translator has to focus on transmitting the message and it’s not possible to be an expert in everything.

BR: How much of the translator may we found in the text?
MG: I think that the 80/20 rule applies here. Information, ideas and style mostly belong to the author, but about 20% consists of the “free translation” with ideas, style and a personal touch of each translator.

It is particularly visible in literary translation, especially poetry - numerous excellent Polish translators took up the same challenge and the end result was different in each case.

Scientific texts do not leave that much freedom as the facts are crucial here. The Utracone mikroby book is a good example - rather concise and precise, written from the perspective of an experienced researcher. In turn, the book Zdrowie zaczyna się w brzuchu was also written by microbiologists, but from a perspective of parents who revised their eating habits only when their kids and themselves started to have health issues. Their style is more informal and bright, full of allusions, metaphors and small jokes. So such a book may include more ideas the translator comes up with. In the Dlaczego nasze dzieci chorują?, I was brave enough to prepare the text basically “as I would write it.” It regarded the structure of intestinal epithelium and intercellular connections from the viewpoint of the impermeability of the intestinal barrier - concepts undertaken in my PhD thesis - and I wanted to explain them in a more accessible manner (p. 116). The editorial team liked that change and approved it. I hope the authors will never find out ☺.

BR: Why are specific publications forwarded to you; is it the publishing house’s idea or do you suggest books that should be available on the Polish market?
MG: Books I have translated so far were found thanks to the initiative of the editor, Mr Marek Janiak, from the Galaktyka publishing house. They all hit the bull’s eye. We’re in touch and I sometimes send his way some suggestions of books and new translations. Perhaps something will come out of it, we’ll see.

BR: Do you know or contact the authors of the books?
MG: I have to admit that I do not. The contents of the books were comprehensible enough, so there was no need to contact the authors. I didn't have the occasion to meet them, either (the authors live in the USA). It’s a pity as they are really outstanding.

BR: How long does it usually take to translate a book?
MG: The whole process takes up about 5 months of intense work, including all proofreading sessions and corrections. There is a time pressure, unfortunately, and we cannot afford to have delays. Translation is a very intense mental effort and it cannot take place day by day for many hours. Usually, it’s about 2-3 pages per hour; my record is 20 pages in one day (without much correcting). I don’t know what’s the case for “professional” translators - perhaps the lack of other commitments shortens this time?

BR: Can you recommend to the readers some other books with such scientific contents?
MG: Oh, there are so many great publications so I suggest buying a new bookshelf. In the area of widely understood health, I would recommend such basic readings as:
Dean Ornish, Spektrum, Wydawnictwo Druga Strona, 2015
J Fung, Głodówka krok po kroku. Rodzaje głodówek i ich pozytywny wpływ na zdrowie, Galaktyka 2018
S. Shanker, T. Barker, Metoda samoregulacji Self-reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości, 2016
R.M. Sapolsky, Dlaczego zebry nie mają wrzodów. Psychofizjologia stresu, PWN, 2019

BR: What are you reading now?
MG: I am currently fascinated by epigenetics, so regulating gene expression and, by consequence, regulating metabolic pathways and hormone levels; so in practice - the functioning of the entire organism. Such regulation is affected by a number of environmental factors - not only the diet (this is examined thoroughly by nutrigenetics), but also physical effort (300 minutes per week), time of going to sleep (best around 10 p.m.) and the circadian rhythm, stress levels and the ability to release it, interpersonal connections and relations, emotional state and thoughts (positive!), along with a clean environment (no smog, being close to nature). What’s even more interesting, the level of gene expression that adjusts the functioning of an individual to particular living conditions is heritable... So we can inherit from our parents or grandparents either excellent health or a disease that we have not yet manages to catch ourselves.

Epigenetics and epigenetic inheritance explains another medical mystery - why do some children suffer from adult conditions? Why people react to treatment so differently? How do chronic diseases develop? Understanding these mechanisms helps us to be more efficient in prophylaxis and therapy. It means that if gene expression is adjustable and we can control and change nearly all environmental factors, we truly have a large space for movement (which is both easy and inexpensive).

At this point, apart from publications in scientific journals, I read and study C. i L. Shanahan’s DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie, Galaktyka 2019 – a large portion of knowledge and an excellent translation!

BR: Thank you for this discussion. We look forward to reading your next translation!


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska