Nr 1/2020 (LXIV) ISSN 2083-7321




Damian Drzazga
Dział Wspomagania Procesów WBP w Opolu

Na regale
Przegląd nowości wydawniczych z ostatnich lat


Regał: biografie

Wyspiański : dopóki starczy życia / Monika Śliwińska.
Warszawa : Wydawnictwo Iskry, copyright 217. - 513, [3] strony : ilustracje, fotografie ; 25 cm.


Książkę Moniki Śliwińskiej czyta się bardzo lekko, płynnie i z nieustającym zainteresowaniem. W mojej ocenie autorka świetnie wykorzystała bogaty materiał źródłowy, a treść dodana przez nią samą jest tylko tłem, stanowi odzywający się od czasu do czasu głos narratora, który zapowiada kolejne wydarzenia, podparte listami czy wpisami z pamiętników. Jest to według mnie zabieg, który uprzyjemnia lekturę i pozwala przenieść się w czasy samego Wyspiańskiego i przede wszystkim poznać go od strony bardzo prywatnej. Książka nie jest biografią, z której dowiadujemy się suchych faktów, które z czasem, poza ogromem informacji, pozostawiają nas z odczuciem, że, owszem, znamy już wszystkie tytuły dramatów Wyspiańskiego na pamięć, jednak nie wiemy nic o nim samym. Po przeczytaniu książki Moniki Śliwińskiej zapamiętałem Wyspiańskiego jako człowieka, który przede wszystkim żył, posiadał określone cechy charakteru, targały nim różnego rodzaju emocje i rozterki. Miał trudną osobowość i był skrajnym indywidualistą, liczyło się przede wszystkim jego zdanie i nieskrępowana swoboda tworzenia, odporna na jakiekolwiek wskazówki czy korekty. Jak postępować z tymi, którzy jednak ciągle pragnęli mieć wpływ na tworzone dzieło, radził jednemu ze swoich znajomych: we środę przyjdzie profesor i powie panu to czy tamto; pan będzie naturalnie pracował dalej po swojemu. W sobotę przyjdzie inny profesor i znowu będzie panu mówił to czy tamto; pan naturalnie będzie pracował dalej po swojemu. To samo powtórzy się w drugim i trzecim tygodniu. Kiedy profesorowie przekonają się, że pan nie reaguje na korekty, przestaną się panem interesować i będzie pan mógł pracować swobodnie po swojemu.1 Wyspiański podatny był jednak na krytykę i śledził, co na temat jego dzieł wypisują recenzenci czy redaktorzy poczytnych krakowskich czasopism, nieraz mocno się przy tym irytując2.

Warto także zwrócić uwagę na inne cechy artysty. Otwartość i życzliwość w przypadku Wyspiańskiego zarezerwowane były tylko dla najbliższego otoczenia3. Uchodził za troskliwego rodzica i kochającego męża, choć kwestia jego małżeństwa mogłaby być tematem na osobny artykuł. Dzieci było jego „oczkiem w głowie”, fundował im najrozmaitsze prezenty, starając się, by ich dzieciństwo stało się jak najmilszym dla nich okresem życia. Przy pracy był wymagający, skrupulatny, nie szedł na ustępstwa, a tworzonej rzeczy poświęcał się z całą uwagą, śmiało wydawał polecenia i wprowadzał innowacje, o czym przekonać mogli się zecerzy oraz redaktor naczelny pracujący wraz z nim przy dwutygodniku krakowskim „Życie”4.

W książce jego twórczość jest konsekwencją perypetii życiowych, sytuacji materialnej czy miejsca, w którym aktualnie się znajdował. Autorka wyraźnie zaznacza, w jakich okolicznościach powstał ten czy inny wiersz lub dramat, bazą jednak do tej opowieści są prawdziwe zdarzenia z życia Stanisława Wyspiańskiego i to one są na pierwszym planie. Wiele wątków przeplata się z chorobą, na którą cierpiał. Świadomość nieuleczalności i postępujących, coraz bardziej intensywnych jej nawrotów sprawiły, że Wyspiański przeżywał swoje życie w dużo szybszym tempie niż pozostali. Odczuwając uciekający czas, nieraz ignorował zalecenia lekarzy, chciał przede wszystkim tworzyć, do skończenia było przecież tyle projektów, obrazów i witraży...

Autorka z dużą dokładnością opisuje przebieg jego choroby, cały ostatni rozdział pt. „Mrok” jest historią bardzo smutną i przygnębiającą, lecz prawdziwą. Artysta do samego końca był świadomy, a w głowie miał pomysły na nowe dzieła, których niestety nie mógł zrealizować. Tworzył na tyle, na ile potrafił, niedowład w ręce skutecznie to uniemożliwiał, jego stan był bardzo zmienny. W roku swojej śmierci powstały ostatnie rysunki, w tym autoportret, który widnieje na obwolucie książki. Warsztat pracy Wyspiańskiego mieści się na łóżku. Piętrzą się tu książki i kartki. Potrząsa dzwonkiem, gdy potrzebuje pomocy, czasem długo. ”Pamięć miał doskonałą” – wspomina Salomea Hankiewiczowa. „Gdy chciał jakiejś książki z biblioteki, dokładnie opisał mi, w którym rzędzie się znajduje i która od brzegu”. [...] „Reka w łupkach obandażowana, na twarzy wyraz cierpienia, z tym wyrazem bólu rozmawia; wtem otwierają się drzwi, wchodzi chłopczyk; twarz się rozjaśnia, wyraz bólu znika, w oczach radość i miłość”5.

Ogromną zaletą książki jest to, że autorka nie pomija niewygodnych wątków, które mogłyby rzucać cień na nieskazitelną postać „czwartego wieszcza narodu”. Możemy dowiedzieć się więc o burzliwych romansach życia przedmałżeńskiego6, młodzieńczych wygłupach, lub poznać cięty język, którego używał w stosunku do nielubianych osób7. W pamięć zapadła mi szczególnie jedna historia z jego życia o rozkołysaniu dzwonu Zygmunt. Jest rok 1882, Wyspiańskiemu towarzyszą Henryk Opieński, Józef Mehoffer i Stanisław Estreicher. Przyszli do katedry na Wawelu po nieudanej wizycie w Domu Długosza. Franciszek Wyspiański jest tego dnia pijany. Na wieży Zygmuntowskiej ciągną za węzły sznurów przytwierdzonych do osi dzwonu. Odzywają się pierwsze, nierówne dźwięki. Dwa, trzy uderzenia, potem kościelni prowadzą ich wprost przed oblicze kardynała Albina Dunajewskiego. „Krzyczeli na nas, a głównie na Wyspiańskiego, bo okazało się, że on już raz próbował dzwonić w Zygmunta, ale był wtedy sam i nie mógł dzwonu poruszyć”8. Dzwon Zygmunt tym razem już zupełnie planowo bił dla Wyspiańskiego w grudniu 1907 roku, gdy kondukt żałobny artysty wychodził z ulicy Grodzkiej pod Wawel, zmierzając w kierunku kościoła na Skałce.

W książce nie ma dużej liczby zdjęć, a te, które są w niej zawarte, przedstawiają najczęściej samego Wyspiańskiego w poszczególnych latach swojego życia. Warto jednak zaznaczyć, że fotografie te są unikatowe i nie znajdziemy ich raczej w wyszukiwarce internetowej po wpisaniu hasła „Wyspiański”. Pojawiają się też fotografie jego żony, rodziców oraz nieliczne widoki Krakowa. Materiał ilustracyjny, mimo że nie jest go dużo, jest zdecydowaną zaletą książki i stanowi interesujący dodatek. Nie ma też przeładowania treścią, należy jedynie dobrze wczytywać się w momentami nieco archaiczną polszczyznę zawartą w listach i pamiętnikach. Autorka zamieszcza bowiem wszystko w pisowni oryginalnej, nie zważając, czy jest to list samego Wyspiańskiego, pisany kwieciście i poetycko czy wspomnienie żony twórcy z wyraźnym wiejskim akcentem9.

Warto zaznaczyć, że autorka na końcu książki zamieściła bogatą bibliografię, która pozwala zajrzeć głębiej w wątki szczególnie interesujące czytelnika. Dla mnie ciekawa była lista czasopism, których fragmenty autorka wykorzystała w biografii Wyspiańskiego. Pojawiają się tam więc tytuły, które na przełomie XIX i XX wieku stanowiły trzon prasy poruszającej tematykę kultury, sztuki i życia codziennego, np. „Tygodnik Ilustrowany”, „Życie”, „Świat”, czy „Naprzód”. Wyszczególnione są także archiwalia, z których korzystała autorka książki oraz źródła zdjęć. Bardzo bogaty jest indeks osób, które występują w biografii. Ich liczba może zdecydowanie przytłoczyć i dla pewnej grupy czytelników tak częste żonglowanie nazwiskami i postaciami może okazać się czymś, co zaburza płynność czytania. W indeksie jednak przy każdej z osób podane są strony, na których występuje, nietrudno więc odszukać wątek wcześniejszy i przypomnieć sobie, kim jest ów bohater. Z rzeczy czysto technicznych i bardzo subiektywnych – książka ma przyjemną dla oka czcionkę.

Podsumowując, biografię polecam każdemu, kto interesuje się sztuką oraz ogólnie epoką Młodej Polski. Treść opiera się przede wszystkim na archiwalnych materiałach, do których dotarła autorka. Książka jest więc w moim odczuciu zbiorem złożonych scen, które przedstawiane są przez cytowane postacie, a autorka spina tylko to wszystko niewidoczną klamrą. Subiektywnie, na duży plus oceniam także wykorzystanie wątków „niewygodnych” i pisanie wprost np. o konsekwencjach choroby czy kulisach zakończenia przyjaźni z Józefem Mehofferem. Książkę czyta się jak dobry scenariusz, do którego ostatnie poprawki nanosił sam Wyspiański. Jest dużo chaosu, emocji, spontanicznych decyzji oraz sztuki niegdyś rozumianej tylko przez samego autora. Bogato, kontrowersyjnie i szybko, tak jak szybko, acz, ma się wrażenie, bardzo intensywnie minęło życie Stanisława Wyspiańskiego.


[1] M. Śliwińska, Wyspiański. Dopóki starczy życia, Warszawa 2017, s. 90.
[2] Tamże, s. 185.
[3] Tamże, s. 188.
[4] Tamże, s. 197.
[5] Tamże, s. 444.
[6] Tamże, s. 110.
[7] Tamże, s. 180.
[8] Tamże, s. 38-39.
[9] Tamże, s. 385.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska