Nr 1/2020 (LXIV) ISSN 2083-7321




Nagrodzone prace w konkursie Laudacja dla książki


Ideą konkursu było promowanie czytelnictwa poprzez zachęcenie wszystkich, niezależnie od wieku, do rozmawiania o książce. Mówić o książce można o każdej porze i na wiele sposobów. Można ją opisywać, recenzować, lub zachwalać. Zadaniem moderatora i klubowiczów było napisanie mowy pochwalnej, czyli laudacji, dla książki, która w sposób szczególny ich urzekła, zachwyciła, lub oczarowała. Z pośród nadesłanych prac, jury postanowiło nagrodzić laudację napisaną przez kluby Olesna, Nakła oraz Oddziału Dziecięco-Młodzieżowego Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu.

Nagrodzone laudacje:

I miejsce - DKK z Oleskiej Bibliotece Publicznej

Laudacja dla książki
Im szybciej idę, tym jestem mniejsza Kjersti Annesdatter Skomsvold

Szanowna Kapituło!

Książka Kjersti Annesdatter Skomsvold Im szybciej idę, tym jestem mniejsza to skarbiec, w którym przechowuje się to, co cenne – wiedzę i emocje. Niedowiarek powie: czy aby na pewno?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że NIE! Książka królująca dzisiaj na wydawniczym rynku to zwykle kilkusetstronicowe dzieło, będące w dodatku pierwszą lub kolejną pozycją w niekończącym się cyklu. A powieść norweskiej pisarki liczy zaledwie 135 stron, jest niewielka gabarytowo i wagowo. Jest utworem skończonym, nic nie wskazuje na jej kontynuację. Szybko się ją czyta i – tu zaskoczenie – długo pamięta. Ba, książka nie daje o sobie zapomnieć! Każe o sobie myśleć. Wraca jak intruz, niechciany gość, zmuszając do refleksji, wciąż zadziwiając i bulwersując. Więc może jednak...?

Ależ nie! Zdecydowanie NIE! W tej książce przecież niewiele się dzieje. Gdzież tu wartka akcja, nagłe zwroty sytuacji, niezwykłe sploty wydarzeń? Gdzież zawiłe losy setek bohaterów uwikłanych we wzajemnych trudnych relacjach? Nie ma, po prostu brak. Fabuła powieści rozwija się niemrawo, wydarzeń bardzo niewiele i są to w dodatku wydarzenia całkiem zwyczajne, codzienne, nudne. Są też reminiscencje z przeszłości, wspomnienia przeżyć, najczęściej traumatycznych, smutnych. I znów zaskoczenie – z tak oszczędnie przytoczonych wycinków rzeczywistości ukazuje się obraz pełny, bogaty, obraz życia dwuosobowej tradycyjnej rodziny norweskiej, z wszystkimi tego życia blaskami i cieniami. I to tym sugestywniejszy, ponieważ niektóre sytuacje są zaledwie zarysowane, czytelnik sam dopowiada sobie i wydarzenia, i emocje. A te, choć w ogóle nienazwane, uderzają jak obuchem, tamują oddech, ściskają za gardło. Samotność, zagubienie, cierpienie, potem izolacja, oderwanie od rzeczywistości, wreszcie strach przed ludźmi, przed całym światem. Zaburzone już w dzieciństwie relacje międzyludzkie skutkują w dorosłym życiu brakiem umiejętności nawiązania kontaktów z drugim człowiekiem, a to powoduje deformację stosunków sąsiedzkich, towarzyskich, a nawet małżeńskich, wycofanie, alienację i stagnację. Główna bohaterka nie potrafi mówić o uczuciach, otworzyć się na drugiego człowieka. Jak w kokonie tkwi w świecie własnej codzienności, świecie hermetycznym, skończonym, pustym. Aż nadchodzi starość...

I po raz trzeci NIE! Przecież główna bohaterka (i narratorka jednocześnie) to osoba w podeszłym wieku! Starość jest niemodna! Przeczy lansowanemu dzisiaj tak brutalnie i bezceremonialnie kultowi młodości! Starość jest odpychana! Wywołuje temat, o którym nie chce się pamiętać, temat śmierci. A przecież „ten, kto się urodził, musi umrzeć”. Ta prawda dominuje w utworze. Uświadamia ją sobie bohaterka i pragnie zostawić także „swój ślad na ziemi”. Podejmuje szereg czynności, najoględniej mówiąc, najczęściej dziwacznych, chcąc być zauważoną i zapamiętaną. Jest w tych swoich zabiegach i denerwująca, i żałosna, a jednak jej rozpaczliwe dążenie stania się wreszcie widzialną dla świata budzi nie tylko współczucie, ba, wręcz litość, lecz także i podziw! Czyż każdy z nas nie próbuje zmierzyć się z dylematem, z którym walczy bohaterka, snując chociażby tego typu rozważania: „Żyć. Chwytać dzień. Stoję przed łóżkiem w sypialni, nie wiem, jak chwyta się dzień”?

Utwór Kjersti Annesdatter Skomsvold Im szybciej idę, tym jestem mniejsza to prawdziwy skarbiec, w którym uczucia współistnieją z mądrością! Taką zwyczajną, dotyczącą człowieka... Żadne wątpliwości niedowiarka nie są w stanie temu zaprzeczyć, powieść broni się sama i po prostu zmusza swojego czytelnika, by zastanowił się, „czy zdąży żyć, zanim umrze”. A w dodatku książka nie pozwala o sobie zapomnieć...

II miejsce DKK z Gminnej Bibliotece Publicznej w Tarnowie Opolskim, Filia w Nakle

Laudacja dotycząca książki
Światło między oceanami M.L. Stedman

Szanowni Państwo!

Czuję się zaszczycona, że jako moderatorka spotkań Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy bibliotece w Nakle mogę w imieniu wszystkich jego członków wypowiedzieć kilka słów laudacji na temat książki, która tak mocno poruszyła nas wszystkich. Należę do osób, które uważają, że o książkach nie należy dużo mówić, należy je czytać, dlatego moja laudacja nie będzie zbyt długa.

O tym, że książka staje się wybitna, decyduje wiele czynników. Czasem powinna po prostu trafić w aktualny nastrój czytelnika lub odpowiedni czas, a innym razem decyduje to, czym i w jaki sposób jest napisana. Wyróżniona przez nas powieść Światło między oceanami spełnia według naszej opinii wszystkie kryteria, aby być tą wybitną i wyjątkową.

Po pierwsze, emocje, które towarzyszą podczas czytania książki są nie do opisania. Począwszy od ogromnej fascynacji i zaciekawienia do uczucia dezorientacji, wściekłości czy poczucia ulgi, sprawia, że chce się coraz więcej i więcej… Książka pokazuje dramatyczną walkę własnych uczuć i rozsądku oraz skalę poświęcenia dla dziecka, która nie ma granic. Jako matka bardzo przeżywałam całą historię i rozumiałam zachowanie obu kobiet w powieści.

„Macierzyństwo to tajemnicza rzecz. Jak odważna musi być kobieta, by się na nią zdecydować.” M.L. Stedman

Po drugie, jest napisana lekkim językiem, co sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Kreacja bohaterów jest bardzo dobra. Pomimo różnic charakteru ich emocje opisane są w taki sposób, że można zrozumieć podejmowane przez nich decyzje.

Po trzecie, wielki plus należy się za tło historyczne powieści. Klimat jest niezwykły. XX wiek, czasy po I wojnie światowej, Australia, a dokładniej maleńka wyspa Janus Rock (bardzo przydatna stała się tutaj mapka zamieszczona wewnątrz książki), gdzie znajduje się latarnia morska, która staje się miejscem pracy Toma – jednego z głównych bohaterów. Dzięki opisom z łatwością wyobraziłam sobie otoczenie, w jakim mieszka Tom. Muszę przyznać, że praca latarnika bardzo mnie zaciekawiła. Okazuje się, że nie polega ona tylko na zapalaniu i gaszeniu światła w latarni.

„Tak właśnie spostrzegam latarnie; jak odłamek gwiazdy, który spadł na ziemię i który po prostu świeci.” M.L. Stedman

Powieść doczekała się swojej ekranizacji, co jest dowodem na to, że książka posiada bardzo ciekawą tematykę. Masa emocji, trudne wybory i decyzje, które na zawsze pozostawiają ślad. Na tym polega niesamowita siła tej książki. WIELKIE BRAWA DLA AUTORKI!!!

„Oceany nigdy nie cichną. Nie mają początku ani końca. Wiatr nigdy nie przestaje wiać. Czasami znika, ale tylko po to, by nabrać siły w innej części świata.” M.L. Stedman.

III miejsce – DKK z Oddziału Dziecięco-Młodzieżowego Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu

Laudacja dotycząca książki
Gwiazd naszych wina John Michael Green

Szanowni Czytelnicy, dostojne Mole Książkowe, prześwietni Członkowie Dyskusyjnych Klubów Książki!

Kiedy kilka lat temu powieść Gwiazd naszych wina Johna Michaela Greena trafiła do naszej biblioteki razem z innymi książkami przeznaczonymi dla DKK, jeszcze nie wiedzieliśmy, że przypadnie nam w udziale ten ogromny zaszczyt, aby dziś, korzystając z okazji danej nam przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną im. E. Smołki w Opolu, w obecności zebranych tu koneserów literatury, wygłosić niniejszą laudację.

O książce można powiedzieć, że jest dobra z różnych powodów, głównym kryterium jest często to, jak jest napisana, nie mniej ważne jest to, o czym autor chce nam powiedzieć. Zdarza się też, że najważniejszą cechą książki jest umiejętność wywoływania bardzo silnych emocji w czytelniku. Książka, której moja laudacja dotyczy, prezentuje bliskie każdemu sercu tematy, stawia przed czytelnikiem pytanie o tajemnice życia i śmierci, wydawałoby się, że nie sposób na ten temat napisać nic w sposób nowy, a szczególnie w sposób, który nie zanudziłby młodego odbiorcy, dla którego z założenia autora ta lektura jest. Książka, o której mowa, to powieść ogłoszona młodzieżową książką roku 2012 przez „The New York Times”. Autor ukazuje młodych ludzi walczących z okropną chorobą. Tym dwojgu młodym została zapisana w gwiazdach śmiertelna choroba, ale także prawdziwa miłość. Miłość, choć z góry skazana na brak happyendu, wnosi w ich trudną codzienność radość i siłę do walki o każdy dzień.

Główną bohaterką i zarazem narratorką powieści jest 17 letnia Hazel cierpiąca na złośliwego raka trzustki z przerzutami na płuca. Dziewczyna na jednym ze spotkań grupy wsparcia poznaje Augustusa, którego rak tkanki kostnej pozbawił prawej nogi. Augustus to bardzo charyzmatyczna postać, chłopak świadomy swojej inteligencji, ale równocześnie naprawdę czarujący. Młodzi zakochują się w sobie, a czytelnicy od pierwszych stron kochają młodych bohaterów. Tematem przewodnim książki jest, owszem, choroba, ale jest to też bardzo dobra pozycja opisująca proces dojrzewania. Tak więc książka porusza bardzo istotne tematy, zresztą nie tylko dla młodego odbiorcy. Robi to w sposób inteligentny, nie stanowi więc jednego z wielu infantylnych wyciskaczy łez, czego można by się spodziewać po jej tematyce. Należą się więc gratulacje dla autora za umiejętność zmuszenia czytelnika do myślenia, do zadawania sobie pytań o wartość życia. Książka pozwala też zrozumieć, jak wielki wpływ na człowieka mają inni ludzie i jak mogą zmienić nasze życie. W związku z tym chory, gruby, inny nie powinien się izolować. Jest to więc lektura bardzo wartościowa i pod względem tematu, i formy jego zgłębiania, więc fenomen jej popularności nie tylko wśród młodych, ale też wiekowych czytelników, jest całkowicie uzasadniony. Jeśli zaś chodzi o spełnienie trzeciego wymienionego przeze mnie kryterium, to ładunek emocjonalny tej powieści dorównuje sile bomby nuklearnej. Jest to piękna, mądra, wzruszająca, świetna dla odbiorcy w każdym wieku, a na rynku książek młodzieżowych bez wątpienia jedna z najlepszych pozycji. Porusza serca, ale również umysły.

Na zakończenie należy jeszcze wspomnieć, że każdy, kto wciąż nie przeczytał tej książki, powinien to koniecznie uczynić. W tym miejscu chcielibyśmy również podziękować autorowi tej lektury, Johnowi Michaelowi Greenowi, za zrozumienie i wrażliwość, dzięki którym przemówił do czytelników tej pięknej powieści. Życzymy mu wielu dalszych sukcesów literackich, kolejnych równie wspaniałych dzieł oraz aby bystrość i wyczucie, z jakim tworzy nowe niezwykłe światy i intrygujących bohaterów, nigdy go nie opuściły.


   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska